Obiecałem, że do drugiej rocznicy istnienia bloga nie będę po raz nie-wiadomo-już-który pisał o Caribou. Ale 13 kwietnia mamy już za sobą, więc...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Snaith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Snaith. Pokaż wszystkie posty
sobota, 18 kwietnia 2015
Caribou - Can't Do Without You
Obiecałem, że do drugiej rocznicy istnienia bloga nie będę po raz nie-wiadomo-już-który pisał o Caribou. Ale 13 kwietnia mamy już za sobą, więc...
niedziela, 11 stycznia 2015
Caribou - Our Love (Daphni Mix)
Obiecałem że skończę zamęczać Was utworami Caribou i naprawdę planuję to zrobić. Odtąd aż do kwietnia Dana Snaitha nie usłyszycie. W sumie trochę szkoda, bo nagrania taki jak dzisiejszy mix "Our Love" zawyżały nam tu na blogu poziom. Rytm jest tu wyraźnie klubowy - taki, jaki powinien rozbrzmiewać gdy mamy do czynienia z Daphni. Melodyka powinna zatem bardziej przypominać Caribou, ale - o dziwo - wcale tak nie jest. Jedyny element, który o tym projekcie przypomina, to sample wokalne, jednakże już ten mocny lead jest czymś trochę nowszym. Może wobec tego Dan Snaith (w ramach Daphni) zmieni kierunek i nagra coś jeszcze bardziej niż "Jiaolong" klubowego i odsączonego z emocji, tak przecież mocno obecnych na ostatniej płycie Caribou? Byłby to z pewnością eksperyment ciekawy.
Ocena: 9/10
Już jutro: TV On The Radio
piątek, 9 stycznia 2015
Recenzja (4): Caribou - Our Love
Skoro już uhonorowałem "Our Love" mianem najlepszej płyty minionego roku, to ten moment -prędzej czy później - musiał nastąpić. Im prędzej, tym lepiej, dlatego po zaledwie dziewięciu dniach od zakończenia roku 2014 zapraszam na recenzję wspomnianego wyżej albumu.
- "Can't Do Without You" - żałować można, że na płycie nie znalazła się rozszerzona wersja tego utworu - w mojej opinii naprawdę świetna. Jednak nawet w okrojonej postaci piosenka daje radę doskonale - czy to w odtwarzaczu płytowym, czy to na antenie radia. Pierwszy przykład na to, że kompozycje z "Our Love" są bardziej emocjonalne, a także bardziej rozbudowane niż te z "Jiaolong" wydanego jako Daphni.
- "Silver" - już po drugim utworze można praktycznie rozpoznać wiodący motyw tej płyty. Jest nim oczywiście miłość, jakże często w muzyce występująca. To nie jest jednak opowieść miłosna jakich powstało wiele. Ta brzmi naprawdę osobiście, nie jak piosenka popowa, która ma się wyłącznie dobrze sprzedać. W dodatku okraszają ją podkłady elektroniczne (momentami brzmiące jak ośmiobitowe), co eliminuje nam podobieństwo do wszystkich rockowych i jazzowych utworów miłosnych. Najważniejszym jednak wyróżnikiem są tu teksty - nie dość, że bardzo osobiste, to jeszcze prawie minimalistyczne. Chwilami niczym frazy wypowiadane przez zaciśnięte z bólu zęby.
- "All I Ever Need" - w tej ścieżce w moje uszy najbardziej rzucają się basy, pojawiające się od czasu do czasu pod główną linią melodyczną. Niby nic wielkiego - ledwie kilka dźwięków, grających przez krótkie chwile. Ale dodaje to utworowi dodatkowej głębi muzycznej, bo wiodąca elektronika cały czas praktycznie pozostaje niezmienna. Utwór "robią" zatem wszystkie te drobne wstawki.
- "Our Love" - piosenka, która jako wizytówka płyty - główny singiel i utwór tytułowy - sprawdza się znakomicie. Co prawda muzyka brzmi może trochę ostrzej, ale z pewnością jest w stanie przyciągnąć potencjalnego słuchacza swoją tanecznością i nie zraża do siebie depresyjnością, tak ziejącą przecież z "Your Love Will Set You Free", "Second Chance" i "Dive". Nie zarzucam jednak tej piosence komercyjności lub czegoś podobnego, nie. To po prostu dobrze dobrany utwór singlowy i tytułowy.
- "Dive" - pierwszy utwór instrumentalny, a przy tym jeden z krótszych na całej płycie. Spisuje się świetnie - uspokaja nastrój po "Our Love" i przygotowuje na część nieco smutniejszą i odmienną od tego, co słyszeliśmy w ścieżkach 1-4.
- "Second Chance" - rzecz dość u Dana Snaitha zaskakująca - kooperacja z wokalistką. W tym wypadku jest to Jessy Lanza. Tak jak Snaith pochodzi ona z Kanady i zajmuje się muzyką elektroniczną. Utwór wyprodukowany świetnie, a wokal Lanzy - choć nieszczególnie może zjawiskowy - w utwór wpisuje się znakomicie.
- "Julia Brightly" - coś poniekąd podobnego do "Dive" - krótki przerywnik instrumentalny, który subtelnie wprowadza uspokojenie nastroju, a przy okazji przypomina trochę twórczość Moby'ego. I tyle.
- "Mars" - kolejny utwór instrumentalny. Ma on jednak zupełnie inny niż poprzednicy charakter. Jest bardziej podobny do wspomnianej już przedostatniej płyty Snaitha - "Jiaolong" (choć skojarzenia z "Sun" z albumu "Swim" są również jak najbardziej wskazane). Kładzie on większy nacisk na rytmikę, choć nie zapomina bynajmniej o melodii. Spycha ją tylko na moment na boczny tor. Ta powraca jednak już pod koniec "Marsa", by z pełną siłą uderzyć w piosence następnej.
- "Back Home" - no właśnie, tutaj emocjonalność daje się we znaki chyba najbardziej na całej płycie. Muzyka zaostrza się nieco i przy okazji zahacza o pop. Nie oznacza to jednak obniżenia lotów. Gdzieżby tam, Caribou jedynie je podwyższa. Brawa za ten utwór.
- "Your Love Will Set You Free" - przytłumiona i bardziej rozbudowana wersja "All I Ever Need". Klimat jest już jakby grobowy. Do tego stopnia, że na myśl przywodzi mi on (wraz z tytułem) frazę "liberty in death (is the only true freedom)". Zmieńmy słowo "death" na "love" i otrzymujemy motto tej płyty. Piękne, a zarazem straszne. Tak samo jest z tym utworem. Kolejne skojarzenie (z którego pewnie musiał się będę długo tłumaczyć): "Space Oddity" Bowiego. Równie piękne i onieśmielające (dołujące, smutne, przeszywające - wedle uznania). Doskonałe zakończenie doskonałej płyty.
Pewnie niedługo przestanę Was tym Caribou zamęczać. Wytrzymajcie jeszcze trochę.
Ocena: 10/10
Już jutro: Łona i Webber
sobota, 3 stycznia 2015
Caribou - Niobe
Dużo już tu o Caribou pisałem, ale nie zamierzam kończyć. Głównie dlatego, że Dan Snaith jest aktualnie jednym z ciekawszych muzyków elektronicznych. Warto więc słuchać "Andorry", "Swim" i "Our Love", warto śledzić dalszy rozwój muzyczny Kanadyjczyka (choć nie jestem pewien, czy po ostatniej, fantastycznej płycie jakikolwiek rozwój jest jeszcze możliwy) i warto dalej o nim pisać i przypominać jego dokonania. Zapraszam więc na "Niobe". Na później polecam "Irene". Dalej można posłuchać "Second Chance" albo "She's The One". I "Mars" oraz "Sun". Wartościowej muzyki nagrał pan Snaith mnóstwo.
Ocena: 10/10
Już jutro: Ghostface Killah
sobota, 22 listopada 2014
Caribou - Sun (Live)
Jedno z tych nagrań, w których w pełni ujawnia się geniusz twórcy. Przecież utwór taki z założenia jest niezmiernie prosty - opiera się na zmieniających się sekwencjach rytmicznych i śpiewaniu słowa "sun" ze zmiennym natężeniem. Co jest w tym niezwykłego to fakt, że Caribou (w szczególności w czteroosobowym składzie koncertowym) robi z czegoś tak banalnego jeden z najwybitniejszych utworów elektronicznych przynajmniej ostatniej dekady.
Mam więc szczęście, że moja przygoda z Caribou i muzyką Dana Snaitha (rozpoczęta za sprawą albumu "Swim") nabrała kształtu właśnie za sprawą nagrania koncertowego. W moim wypadku był to koncert w Waszyngtonie, nagrany i udostępniony w internecie przez NPR (czyli amerykańską narodową rozgłośnię radiowa). Tam "Sun" zagrane jest jeszcze lepiej niż w udostępnionym dziś na blogu nagraniu. Polecam wszystkim odsłuchać, jeśli jeszcze gdzieś to w sieci jest. Jeśli nie - służę pomocą (proszę tylko o podanie adresu mailowego w prywatnej wiadomości).
Ocena: 10/10
Już jutro: SBTRKT
sobota, 4 października 2014
Caribou - She's The One
Oto utwór z płyty, która ma spore szanse na wejście do kanonu muzyki alternatywnej. "Andorra" autorstwa Caribou pięknie stapia energię z melancholią, elektronikę z instrumentacją tradycyjną. "She's The One" jest idealnym tego przykładem. Utwór nie jest w gruncie rzeczy smutny, ale jednak (przynajmniej mnie) wprowadza w ten specyficzny nostalgiczny nastrój, delikatne rozmarzenie. Pod tym względem świetnie sprawdza się też zresztą utwór następny - "Desiree" - oraz dwa ostatnie - "Irene" i "Niobe".
No i teraz żałuję, że ten post nie jest kolejną recenzją płyty, bo "Andorra" to naprawdę materiał na długą opowieść.
Już jutro: Azealia Banks
środa, 17 września 2014
Cos-Ber-Zam - Ne Noya (Daphni mix)
Oto najlepszy chyba utwór na jedynej dotąd płycie Daphni. A czymże jest Daphni? Otóż kolejnym projektem Dana Snaitha, znanego również jako Manitoba oraz (przede wszystkim) Caribou. Przypominam więc o mającej wyjść 4 października płycie Caribou i zachęcam do posłuchania znakomitego remixu utworu grupy Cos-Ber-Zam, o której nie wiadomo nic poza tym, że pochodzi z Toga i w latach 70. nagrała jedną piosenkę, który stał się wielkim hitem. Utwór ten to właśnie "Ne Noya".
Już jutro: Interpol
czwartek, 28 sierpnia 2014
Caribou - Can't Do Without You
Przed naszymi oczyma ukazuje się nowy singiel Caribou... I muszę przyznać, że oczekiwałem po nim czegoś innego. Nie ma tu tego, co zawsze muzyce Caribou lubiłem, czyli tych mrocznych brzmień zawartych na płycie "Swim" m.in. w "Bowls". Obawiam się jednak, że tę mroczną rytmikę Dan Snaith, który ukrywa się pod trzema pseudonimami - Manitoba (do 2003 roku), Caribou oraz Daphni, przeniósł na płytę "Jiaolong" - wydaną jako Daphni właśnie. To możemy usłyszeć na przykład w utworze "Ye Ye".
Nie znaczy to jednak, że jestem rozczarowany. Spodziewałem się czegoś innego, ale ta piosenka, jak i słyszany przeze mnie w radiu tytułowy utwór z nowej płyty - "Our Love" - pozytywnie mnie zaskoczyły. Plusem jest przeniesienie ciężaru na wokal, rozjaśnienie muzyki też ma swoje dobre strony. Pozostaje czekać do października na wydanie płyty (co prawda wyciekła już ona do internetu, ale podobno w koszmarnej jakości, więc nie zamierzam psuć sobie przyjemności z pierwszego odsłuchu. Wam również nie polecam).
Muszę jednak znów wspomnieć o powiązaniach z Programem Trzecim Polskiego Radia - Caribou co prawda usłyszałem po raz pierwszy w soundtracku do FIFY 11, ale muzyką tą zacząłem się interesować odkąd pochwalił ją Grzegorz Hoffman w audycji GH+. A o nowej płycie dowiedziałem się z audycji PS autorstwa Agnieszki Szydłowskiej.
Morał: słuchajcie radia.
Już jutro: Clark
poniedziałek, 3 lutego 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)