Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Steve Reich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Steve Reich. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2015

Steve Reich - Piano Counterpoint


Tę notkę możecie uznać, moi drodzy, za drobne post scriptum do rankingu na najlepszy album roku 2014. "Radio Rewrite", które zawiera także "Piano Counterpoint" właśnie, znalazło się tam bowiem tuż za pierwszą dziesiątką. Z jednej strony to bardzo dobrze, iż w roku ubiegłym wyszło tyle wspaniałych albumów, że aż sam Steve Reich musi ustąpić im miejsca, ale z drugiej strony szkoda, bo tak brawurowe interpretacje jak ta Vicky Chow zasługują na więcej (dla porządku dodajmy - Chow była artystką wykonującą, utwór zaaranżował Vincent Corver, a napisał wersję oryginalną - czyli "Six Pianos" - oczywiście nie kto inny, a sam Reich). Niezwykłe jest choćby to, jak pianistka podchodzi do tej kompozycji - energicznie, ale i bez nerwów, z półuśmiechem na ustach. Nie przejmuje się drobnym potknięciem z początku utworu, tylko gra dalej, cały czas bez zaciśniętych zębów i na tak zwanym luzie. Wie co gra, wie jak ma to grać i wie, że nie powinna mięknąć w obliczu publiczności i wielkiego dzieła, jakim "Piano Counterpoint" z pewnością jest. Brawa dla tej pani.

Ocena: 10/10

Już jutro: Shriekback

wtorek, 30 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014: najlepszy album

Przechodzimy do kolejnej kategorii. Tym razem jest to...

NAJLEPSZY ALBUM

  1. Caribou - "Our Love"
Kolejny stopień w ciągłym muzycznym rozwoju Dana Snaitha. Wszystko zaczęło się od dwóch w całości chyba instrumentalnych płyt nagranych jako Manitoba. Później (po perypetiach związanych ze zmianą pseudonimu) przyszedł czas Caribou i "Milk Of Human Kindness". To jednak jeszcze nie było to. Na muzyczny Olimp Kanadyjczyk zaczął wspinać się bowiem dopiero w roku 2007, kiedy to wydana została jego czwarta płyta - "Andorra". Tu już zaczynało się coś dziać, choć raczej alternatywnie, niż - tak jak teraz - elektronicznie. Na to przyszła pora dopiero na "Swim" - albumie piątym, jeszcze lepszym niż poprzednik. Później Snaith zrobił sobie przerwę w wydawaniu płyt pod szyldem Caribou i nagrał jedną ("Jiaolong") jako Daphni. Właśnie ona błyska nam momentami na fantastycznym "Our Love". Ona i "Swim". Mieszanka, jak się okazuje, prawie wybuchowa, tworząca jedną z najpiękniejszych i jednocześnie niebanalnych opowieści o miłości. Jeśli jeszcze ktoś jej nie słuchał, niech koniecznie nadrobi zaległości.

  2. Artur Rojek - "Składam się z ciągłych powtórzeń"
Bezapelacyjnie polska płyta roku. Z początku nie byłem do niej przekonany - uważałem ją za nieudolną (choć raczej nieświadomą) kopię płyty Damona Albarna "Everyday Robots". A jednak wszystko się odwróciło i to Rojek otrzymuje drugie miejsce, a Brytyjczyk musi zadowolić się drugą dziesiątką. Stało się tak po części dlatego, że muzyka byłego wokalisty Myslovitz jest na polskim rynku czymś nadal dość rzadko spotykanym - głównie ze względu na to, że mało mamy muzyków o statusie i renomie takiej jak Albarn albo Rojek właśnie; artystów, którzy mogliby nagrać coś osobistego, lekko odmiennego od dotychczasowych ich dokonań bez zmartwień o krytyczne przyjęcie tego materiału. Wyjątkowość Rojka nie jest jednak jedynym współczynnikiem czyniącym z "... Ciągłych powtórzeń" płytę tak dobrą. Czymś takim jest również fakt, że utwory z tej płyty potrafią przekonać do siebie ludzi nie doceniających raczej w przeszłości podobnej muzyki (pop/dance/alternatywa). Umiejętność rzadka, przesądzająca o takim, a nie innym miejscu tego albumu w tym rankingu.

  3. Metronomy - "Love Letters"
Uzasadnienie wyjątkowo proste: Metronomy funduje nam na "Love Letters" tak rozmaitą, choć niezwykle spójną i płynną podróż po różnorakich stylistykach, gatunkach oraz klimatach, że na dobrą sprawę wystarczy jeden odsłuch tej płyty (z niezbyt nawet obszernym komentarzem), by już być choć trochę zorientowanym w historii muzyki rozrywkowej po szóstej dekadzie XX wieku. No i te emocje, z albumu wręcz bijące... Nie sposób zapomnieć o tym krążku.

  4. D'Angelo & The Vanguard - "Black Messiah"

  5. Ninos du Brasil - "Novos mistérios"

  6. The Black Keys - "Turn Blue"

  7. Fisz Emade Tworzywo - "Mamut"

  8. Swans - "To Be Kind"

  9. Pablopavo - "Tylko"

10. FKA twigs - "LP1"

11-15 (wg wykonawcy, w kolejności alfabetycznej):
  • Damon Albarn - "Everyday Robots"
  • Fink - "Hard Believer"
  • Mister D. - "Społeczeństwo jest niemiłe"
  • Pustki - "Safari"
  • Steve Reich - "Radio Rewrite"
Są też jednak albumy, które - mając na uwadze fakt, że do najlepszych z najlepszych one nie należały - bardzo polubiłem. Oto one:
  • Coldplay - "Ghost Stories"
  • Liars - "Mess"
  • Little Dragon - "Nabuma Rubberband"
  • Organek - "Głupi"
  • TV On The Radio - "Seeds"
Co bystrzejsi zauważyli zapewne brak jednego z najbardziej docenianych przez krytykę albumów tego roku: "RTJ2" zespołu Run The Jewels. Dlaczego nie ma go w rankingu? Bo po prostu nie jestem w stanie zdzierżyć brzmienia duetu tworzonego przez Killer Mike'a i El-P. Moim zdaniem ta płyta jest zwyczajnie nieprzyjemna, obrzydliwa wręcz, i wzbudza we mnie odrazę. Przepraszam, nie jestem w stanie w żaden sposób zobiektywizować mojego spojrzenia na to wydawnictwo

Jutro kończymy omawiając kategorię "Najlepsza piosenka" i ostatecznie podsumowując rok.

Już jutro: Podsumowanie roku

środa, 8 października 2014

Steve Reich - Radio Rewrite (Movement V - Fast)



Dostałem wczoraj piękną płytę. Składa się ona z trzech części: "Electric Counterpoint", "Piano Counterpoint" oraz "Radio Rewrite" (taki też jest tytuł całego albumu) - wszystko napisane jest oczywiście przez Steve'a Reicha. "Electric Counterpoint" to jeden ze słynniejszych utworów Reicha, zresztą chyba już kiedyś o nim napomykałem, ale już dwie kolejne części to również dla mnie zupełna nowość - choć nic to w sumie dziwnego, jako że "Radio Rewrite" ujrzało światło dzienne zaledwie kilkanaście miesięcy temu - w marcu 2013 (choć napisane zostało rok wcześniej), a "Piano Counterpoint" to nowa aranżacja innego utworu Reicha - "Six Pianos" z roku 1973. Ona także powstała dopiero w roku 2011, a premierę miała rok później.
Cóż by o tym "Radio Rewrite" powiedzieć... Muszę przyznać, że jestem zaskoczony. Jest to utwór wyjątkowo melodyczny jak na Reicha. Słucha się tego doprawdy fenomenalnie, najlepiej usiąść w ciemnościach i zupełnie oddać się muzyce, napawać tymi wspaniałymi dźwiękami płynącymi z głośników. To samo tyczy się też oczywiście dwóch pozostałych części, ale "Electric Counterpoint" znamy na pamięć, a "Piano Counterpoint" aż tak nie uderza (choć również jest wyśmienite). Dodajmy jeszcze tylko, że "Electric Counterpoint" jest tu fantastycznie wykonywane przez gitarzystę zaprzyjaźnionego z Reichem zespołu Radiohead - Jonny'ego Greenwooda, zaś w "Radio Rewrite" zawarte są fragmenty piosenek wspomnianego wyżej zespołu. Na tym zakończmy ględzenie i przejdźmy do treści właściwej - muzyki.

Już jutro: Nina Simone

środa, 6 sierpnia 2014

Steve Reich - Music For Pieces Of Wood


Ach, minimalizm, moja miłość... Jeden z najważniejszych nurtów współczesnej muzyki poważnej, rozwijany głównie przez Phillipa Glassa oraz Steve'a Reicha właśnie. Moim osobistym faworytem jest jednak Michael Nyman (który również już się tu pojawiał) - autor m.in. wielu ścieżek dźwiękowych - w tym tej do ulubionego przeze mnie filmu Petera Greenawaya "Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek".
Wróćmy jednak do Steve'a Reicha. Nie będę udawał, że jest to muzyka łatwa. Nie jest, trzeba się na tym naprawdę skupić. Dotyczy to zresztą zarówno słuchaczy, jak i wykonawców (co doskonale widać na załączonym nagraniu).
Do tych, którzy obawiają się, że ich ucho nie jest wyrobione: nie przestraszcie się tego utworu. Spróbujcie posłuchać przynajmniej pierwszych dwóch minut (czyli swego rodzaju wstępu) i zobaczcie, czy jesteście gotowi na prawdziwą akcję. Jeśli nie, polecam posłuchać najpierw wspomnianego już Michaela Nymana i jego "Memorialu" (utworu otwierającego wymieniony wyżej soundtrack) lub dowolnej (najlepiej trzeciej) części "Electric Counterpoint" Steve'a Reicha. Jest to coś znacznie łagodniejszego - w wypadku "Electric Counterpoint" nastrojem lekko zbliżonego do pierwszej części "Tubular Bells" Mike'a Oldfielda. Coś, na czym można nauczyć się słuchać takiej muzyki. W moim wypadku zadziałało.

Już jutro: Neutral Milk Hotel