Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Black Keys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Black Keys. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Druga rocznica powstania HtR: 10 najważniejszych piosenek drugiego roku HtR

1. Angel Olsen - 'Unfucktheworld' (2014/05/06, 2015/02/24)

2. Skubas - 'Nie mam dla ciebie miłości' (2014/07/20, 2014/08/03)

3. Pearl Jam - 'Jeremy' (2014/08/26)

4. TV On The Radio - 'Happy Idiot' (2014/09/04, 2014/10/01, 2014/12/19 - Natasha Kmeto Remix)

5. The Black Keys - 'The Weight Of Love' (2014/09/22)

6. Caribou - 'She's The One' (2014/10/04)

7. Sisyphus - 'Alcohol' (2014/11/08, 2014/11/18)

8. Steven Wilson - 'Perfect Life' (2015/03/02)

9. Portico feat. Joe Newman - '101' (2015/03/20)

10. Voo Voo - 'Gdybym' (2015/03/31)

środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014: najlepsza piosenka

Ostatnia część podsumowania roku 2014.

NAJLEPSZA PIOSENKA

  1. The Black Keys - "Weight of Love"
Utwór po prostu piękny. Ciężko napisać coś innego, bo cóż by to miało być? Peany na cześć solówki gitarowej? Hymny pochwalne dla budowy utworu? Forma odwróciłaby uwagę od treści, jaką jest utwór - powtórzę - po prostu przepiękny.

  2. Lenny Kravitz - "The Chamber"
Wydał Kravitz płytę najlepszą od lat. Nie na tyle, by znaleźć się wśród 10 najlepszych w tym roku, ale i tak świetną. A szczytem jej możliwości jest pierwszy utwór singlowy - "The Chamber". Prosta jest to na dobrą sprawę piosenka - oparta na jednym ledwie riffie basu, jednym akordzie i wokalu. No i to właśnie ten wokal (razem ze świetnym tekstem) "robi" cały utwór. Słychać tu wszystko - najmniejsze nawet drgnięcie emocjonalne. Brawa.

  3. Skubas - "Nie mam dla ciebie miłości"
Utwór ten wykonywany był już przez Skubasa na koncertach w roku 2013, ale oficjalny debiut nastąpił w maju tego roku. Znów: piosenka bardzo prosta, ale jak wykonana. Tekst oczywiście także robi swoje. A zatem: polska piosenka roku.

  4. Caribou - "Your Love Will Set You Free"

  5. Artur Rojek - "Czas który pozostał"

  6. Jack White - "Would You Fight For My Love?"

  7. Ninos du Brasil - "Sombra da lua"

  8. Richard Dawson - "The Vile Stuff"

  9. Fisz Emade Tworzywo feat. Justyna Święs - "Ślady"

10. Damon Albarn - "Everyday Robots"

11-15 (wg wykonawcy, w kolejności alfabetycznej):
  • Alt-J - "Hunger of the Pine"
  • Coldplay - "Midnight"
  • Fink - "Pilgrim"
  • Organek - "Nie lubię"
  • TV On The Radio - "Happy Idiot"

To już koniec. Podsumowania i całego roku 2014. Jak się spisał? Całkiem nieźle (biorąc oczywiście pod uwagę muzykę). Bywały lepsze, ale ten również dał radę. Nawet popowe piosenki były jakby mniej żałosne niż zwykle. Weźmy takie "Chandelier" na przykład - świetny utwór. Z kolei Lorde - jedna z największych obok Sii gwiazd tego roku - udowodniła, że jest wokalistką solidną. Co prawda nadal nie umie dobierać sobie repertuaru, ale dobre i to. Czego żałuję? Na pewno słabej płyty Azealii Banks. Miała stać się jedyną wybitną postacią swego gatunku, przeciwwagą dla nieszczęsnej Nicki Minaj, a niestety zbliżyła się muzycznie do tej ostatniej. Więcej można też było oczekiwać od TV on the Radio, Coldplaya oraz Liars, ale ich płyty i tak należą do tych raczej lepszych albo nawet do bardzo dobrych. Na szczęście mieliśmy też krążki tak fantastyczne jak "Our Love" Caribou. Było więc czego słuchać. Czekamy na więcej w przyszłym - oby lepszym - roku, który nosił będzie numer 2015.

Już jutro: TV on the Radio

wtorek, 30 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014: najlepszy album

Przechodzimy do kolejnej kategorii. Tym razem jest to...

NAJLEPSZY ALBUM

  1. Caribou - "Our Love"
Kolejny stopień w ciągłym muzycznym rozwoju Dana Snaitha. Wszystko zaczęło się od dwóch w całości chyba instrumentalnych płyt nagranych jako Manitoba. Później (po perypetiach związanych ze zmianą pseudonimu) przyszedł czas Caribou i "Milk Of Human Kindness". To jednak jeszcze nie było to. Na muzyczny Olimp Kanadyjczyk zaczął wspinać się bowiem dopiero w roku 2007, kiedy to wydana została jego czwarta płyta - "Andorra". Tu już zaczynało się coś dziać, choć raczej alternatywnie, niż - tak jak teraz - elektronicznie. Na to przyszła pora dopiero na "Swim" - albumie piątym, jeszcze lepszym niż poprzednik. Później Snaith zrobił sobie przerwę w wydawaniu płyt pod szyldem Caribou i nagrał jedną ("Jiaolong") jako Daphni. Właśnie ona błyska nam momentami na fantastycznym "Our Love". Ona i "Swim". Mieszanka, jak się okazuje, prawie wybuchowa, tworząca jedną z najpiękniejszych i jednocześnie niebanalnych opowieści o miłości. Jeśli jeszcze ktoś jej nie słuchał, niech koniecznie nadrobi zaległości.

  2. Artur Rojek - "Składam się z ciągłych powtórzeń"
Bezapelacyjnie polska płyta roku. Z początku nie byłem do niej przekonany - uważałem ją za nieudolną (choć raczej nieświadomą) kopię płyty Damona Albarna "Everyday Robots". A jednak wszystko się odwróciło i to Rojek otrzymuje drugie miejsce, a Brytyjczyk musi zadowolić się drugą dziesiątką. Stało się tak po części dlatego, że muzyka byłego wokalisty Myslovitz jest na polskim rynku czymś nadal dość rzadko spotykanym - głównie ze względu na to, że mało mamy muzyków o statusie i renomie takiej jak Albarn albo Rojek właśnie; artystów, którzy mogliby nagrać coś osobistego, lekko odmiennego od dotychczasowych ich dokonań bez zmartwień o krytyczne przyjęcie tego materiału. Wyjątkowość Rojka nie jest jednak jedynym współczynnikiem czyniącym z "... Ciągłych powtórzeń" płytę tak dobrą. Czymś takim jest również fakt, że utwory z tej płyty potrafią przekonać do siebie ludzi nie doceniających raczej w przeszłości podobnej muzyki (pop/dance/alternatywa). Umiejętność rzadka, przesądzająca o takim, a nie innym miejscu tego albumu w tym rankingu.

  3. Metronomy - "Love Letters"
Uzasadnienie wyjątkowo proste: Metronomy funduje nam na "Love Letters" tak rozmaitą, choć niezwykle spójną i płynną podróż po różnorakich stylistykach, gatunkach oraz klimatach, że na dobrą sprawę wystarczy jeden odsłuch tej płyty (z niezbyt nawet obszernym komentarzem), by już być choć trochę zorientowanym w historii muzyki rozrywkowej po szóstej dekadzie XX wieku. No i te emocje, z albumu wręcz bijące... Nie sposób zapomnieć o tym krążku.

  4. D'Angelo & The Vanguard - "Black Messiah"

  5. Ninos du Brasil - "Novos mistérios"

  6. The Black Keys - "Turn Blue"

  7. Fisz Emade Tworzywo - "Mamut"

  8. Swans - "To Be Kind"

  9. Pablopavo - "Tylko"

10. FKA twigs - "LP1"

11-15 (wg wykonawcy, w kolejności alfabetycznej):
  • Damon Albarn - "Everyday Robots"
  • Fink - "Hard Believer"
  • Mister D. - "Społeczeństwo jest niemiłe"
  • Pustki - "Safari"
  • Steve Reich - "Radio Rewrite"
Są też jednak albumy, które - mając na uwadze fakt, że do najlepszych z najlepszych one nie należały - bardzo polubiłem. Oto one:
  • Coldplay - "Ghost Stories"
  • Liars - "Mess"
  • Little Dragon - "Nabuma Rubberband"
  • Organek - "Głupi"
  • TV On The Radio - "Seeds"
Co bystrzejsi zauważyli zapewne brak jednego z najbardziej docenianych przez krytykę albumów tego roku: "RTJ2" zespołu Run The Jewels. Dlaczego nie ma go w rankingu? Bo po prostu nie jestem w stanie zdzierżyć brzmienia duetu tworzonego przez Killer Mike'a i El-P. Moim zdaniem ta płyta jest zwyczajnie nieprzyjemna, obrzydliwa wręcz, i wzbudza we mnie odrazę. Przepraszam, nie jestem w stanie w żaden sposób zobiektywizować mojego spojrzenia na to wydawnictwo

Jutro kończymy omawiając kategorię "Najlepsza piosenka" i ostatecznie podsumowując rok.

Już jutro: Podsumowanie roku

poniedziałek, 22 września 2014

The Black Keys - Weight Of Love


Niektórzy krytycy muzyczni już zdążyli wskazać na The Black Keys jako głównych faworytów do otrzymania tegorocznej nagrody Grammy. I choć jestem do tego trofeum nastawiony dość sceptycznie*, to jednak gotów jestem przyznać tymże krytykom rację. Na płycie tej panuje bowiem aż zatrzęsienie świetnych utworów, wśród których wyróżnić trzeba na pewno utwór tytułowy - "Turn Blue" (kolejne potwierdzenie tezy wysuniętej przeze mnie jakiś czas temu) - oraz "Weight Of Love" właśnie. Ta ostatnia piosenka ma poważne szanse na zostanie zapamiętaną jako jeden z lepszych utworów altrockowych 2014 roku (a może i całej dekady). Najbardziej chyba przemawia do mnie fragment końcowy, w którym dwie gitary zgodnie grają podobny (a miejscami nawet ten sam) riff. Nie chciałbym wprowadzać tu nie wiadomo jakiej symboliki, ale to jest po prostu mocne. Emocjonalnie, oczywiście.
No i nie zdziwcie się, jeśli po włączeniu teledysku zobaczycie Dana Auerbacha ucharakteryzowanego na kaznodzieję z teledysku "Fever" i usłyszycie dźwięki tej samej piosenki. Tak, na pewno będziecie oglądać dobry film. Poczekajcie kilka sekund.

Już jutro: Jane's Addiction

 *Powodów ku temu nie brak, dwa pierwsze to wygrana wyjątkowo marnego i wcale nie rockowego "Radioactive" zespołu Imagine Dragons nad klasycznym "Kashmirem" Led Zeppelin i zapewniającym swego rodzaju katharsis "The Stars (Are Out Tonight)" Davida Bowiego w kategorii Best Rock Performance oraz zaliczenie utworów z przedostatniej płyty Coldplaya - "Mylo Xyloto" - do tej samej kategorii.