Poniekąd jeden z utworów patronackich Hear the Reality.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perry Farrell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perry Farrell. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 września 2015
piątek, 21 sierpnia 2015
czwartek, 22 stycznia 2015
Jane's Addiction - Just Because
Jane's Addiction to jedna z grup, można by rzec, patronujących temu blogowi. Ich zdjęcie jest na banerze (druga kolumna od lewej, pośrodku), a to już coś znaczy. Powód ku temu jest prosty - to jeden z moich osobiście ulubionych zespołów. Dostarczają sporej dawki energii do działania przy odpowiedniej domieszce niezbędnego w tego typu muzyce mroku. Trochę tak jak Porcupine Tree - z tą różnicą, że zespół Perry'ego Ferrella nie bierze siebie zupełnie na poważnie.
Ocena: 8/10
Już jutro: Danny Boy & The Serious Party Gods
czwartek, 25 września 2014
Recenzja (1): Jane's Addiction - Nothing's Shocking
Od dziś, w nieregularnych zapewne odstępach czasu, ukazywać się tu będą recenzje pełnych płyt. Polegać on będzie na przybliżaniu Wam, drodzy czytelnicy, utwór po utworze, klasycznych często albumów, które znam na pamięć i o których jakości mogę osobiście zaświadczyć. Zaczynamy od Jane's Addiction i ich debiutanckiego krążka "Nothing's Shocking".
Najpierw drobne wprowadzenie. Jane's Addiction powstało w latach 80. XX wieku. Przez pierwsze dwa lata Perry Farrell wraz z ekipą skupiali się raczej na pracy w terenie. Do studia weszli dopiero w roku 1987, co poskutkowało wydaniem debiutanckiej płyty zatytułowanej "Nothing's Shocking" w roku 1988. Płyta jest jakby wizytówką grupy - kontrowersyjna okładka, mocne teksty, ostre gitarowe granie. Wszystko zaczyna się jednak od...
- "Up The Beach" - ...utworu nie tak ostrego, mającego raczej wprowadzić w klimat albumu. Ale już w tym utworze widać pewne cechy przewijające się przez całą twórczość JA - choćby charakterystyczna gitara Dave'a Navarro (o którym więcej tu), ważna rola basu Erica Avery'ego (zastąpionego później chwilowo przez Flea, o którym jeszcze wspomnę, a później - już na stałe - przez Chrisa Chaneya) i psychodeliczny wokal Perry'ego Farrella.
- "Ocean Size" - tu nadal nie pokazują wszystkiego co potrafią. Można powiedzieć że to swego rodzaju pomost między ich mroczną stroną objawiającą się choćby w "Up The Beach", a energicznymi gitarami rodem ze "Standing In The Shower... Thinking" (o którym za chwilę).
- "Had A Dad" - jeden z najbardziej typowo rockowych utworów Jane's Addiction. Melodia jest tu dość prosta, na pierwszy plan wysuwa się więc wyrazisty tekst. Zawsze ciekawił mnie jednak refren - spowolniony lekko, wprowadzający iluzję zmiany metrum. Interesujące od strony teoretycznej.
- "Ted, Just Admit It..." - arcydzieło. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów grupy, również pierwszy trwający ponad 5 minut. Jego następcami zostaną "Summertime Rolls" z tego samego krążka (utwór nie tak wspaniały, ale budzący jakby pewną nostalgię), a także "Three Days" (jeszcze dłuższe, jeszcze bardziej tkwiące w mroku), "Then She Did..." (ze wspaniałą partią skrzypiec i basu) oraz "Of Course" (utrzymane w klimacie kolorowej psychodelii) z płyty następnej - "Ritual de lo habitual". No i nie można przy "Tedzie..." nie wspomnieć o tym charakterystycznym okrzyku "Sex is violent!" który prowokuje gitary do nagłego rozpędu.
- "Standing In The Shower... Thinking" - jeden z żywszych utworów, kiedyś uznawałem go też za jeden ze słabszych. Z perspektywy czasu dostrzegam jednak, że (choć nadal nie należy do moich ulubionych) jest wyjątkowo zmyślnie skonstruowany. Znowu - smaczek dla teoretyków muzyki rockowej (których naprawdę na świecie nie brak).
- "Summertime Rolls" - jak "Standing In The Shower..." przyspieszało tempo albumu, tak "Summertime Rolls" je zwalnia. Jak pisałem wyżej - utwór już nie tak doskonały jak "Ted, Just Admit It...", ale na tyle emocjonalny (w porównaniu do reszty piosenek JA) i spokojny, że wzbudza w człowieku uczucia odmienne niż inne utwory z tej płyty.
- "Mountain Song" - najcięższy bodaj utwór na płycie. Dorównuje mu tylko "Pigs In Zen", znajdujące się jednak tylko na rozszerzonej, cyfrowej wersji albumu.
- "Idiots Rule" - pierwszy utwór JA z udziałem Flea - basisty RHCP. Tutaj akurat artysta udzielał się jako trębacz. Jest energicznie, na swój sposób żartobliwie. Trochę jak w "Standing In The Shower... Thinking". Kolejny utwór z ostrym, wyrazistym tekstem o zabarwieniu anarchistycznym.
- "Jane Says" - w całej swej (pozornej przynajmniej) prostocie jest to chyba najłatwiejsza piosenka na płycie. Nie dziwi więc fakt, że - jeśli kierować się liczbą wyświetleń na portalu YouTube - jest to najpopularniejsza piosenka Jane's Addiction. Poprzez tekst jest to też jakby utwór programowy.
- "Thank You Boys" - po "Ted, Just Admit It..." oraz "Summertime Rolls" mój bezsprzecznie ulubiony utwór na płycie. Oczywiście z powodu swojej inności.
- "Pigs In Zen" - ciężko, ostro, gitarowo. Niedaleko stąd do Metalliki. Choć koneserem hardrockowych gitar nie jestem, docenić muszę świetną solówkę Dave'a Navarro.
Kalifornijczycy wydali później jeszcze trzy albumy studyjne. Trzeci w ich dorobku, czyli "Strays", nie jest szczególnie warty uwagi, zaś do dwóch pozostałych - "Ritual de lo habitual" oraz "The Great Escape Artist" zapewne jeszcze powrócimy.
Ocena: 9/10
Już jutro: Massive Attack
wtorek, 23 września 2014
Jane's Addiction - Summertime Rolls
Niech dzisiejszy post będzie zapowiedzią tego, co dziać się tu będzie pojutrze (i do końca tego tygodnia). Dlatego dziś muzycznych opowieści nie będzie, wprowadzę Was tylko w moje plany na przyszły tydzień:
- jutro krótka historia regresu Coldplaya i nadziei na lepsze jutro
- pojutrze specjalna recenzja
- w piątek na moment powrót do Massive Attacku
- w sobotę lecimy z Jackiem Whitem z okazji zbliżających się koncertów w Krakowie
- a w niedzielę
jeszcze nie wiem coniespodzianka.
Enjoy.
Już jutro: Coldplay
czwartek, 10 lipca 2014
środa, 29 stycznia 2014
środa, 27 listopada 2013
sobota, 23 listopada 2013
czwartek, 14 listopada 2013
poniedziałek, 4 listopada 2013
sobota, 28 września 2013
środa, 11 września 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)