Jane's Addiction to jedna z grup, można by rzec, patronujących temu blogowi. Ich zdjęcie jest na banerze (druga kolumna od lewej, pośrodku), a to już coś znaczy. Powód ku temu jest prosty - to jeden z moich osobiście ulubionych zespołów. Dostarczają sporej dawki energii do działania przy odpowiedniej domieszce niezbędnego w tego typu muzyce mroku. Trochę tak jak Porcupine Tree - z tą różnicą, że zespół Perry'ego Ferrella nie bierze siebie zupełnie na poważnie.
Ocena: 8/10
Już jutro: Danny Boy & The Serious Party Gods
Od dziś, w nieregularnych zapewne odstępach czasu, ukazywać się tu będą recenzje pełnych płyt. Polegać on będzie na przybliżaniu Wam, drodzy czytelnicy, utwór po utworze, klasycznych często albumów, które znam na pamięć i o których jakości mogę osobiście zaświadczyć. Zaczynamy od Jane's Addiction i ich debiutanckiego krążka "Nothing's Shocking".
Najpierw drobne wprowadzenie. Jane's Addiction powstało w latach 80. XX wieku. Przez pierwsze dwa lata Perry Farrell wraz z ekipą skupiali się raczej na pracy w terenie. Do studia weszli dopiero w roku 1987, co poskutkowało wydaniem debiutanckiej płyty zatytułowanej "Nothing's Shocking" w roku 1988. Płyta jest jakby wizytówką grupy - kontrowersyjna okładka, mocne teksty, ostre gitarowe granie. Wszystko zaczyna się jednak od...
"Up The Beach" - ...utworu nie tak ostrego, mającego raczej wprowadzić w klimat albumu. Ale już w tym utworze widać pewne cechy przewijające się przez całą twórczość JA - choćby charakterystyczna gitara Dave'a Navarro (o którym więcej tu), ważna rola basu Erica Avery'ego (zastąpionego później chwilowo przez Flea, o którym jeszcze wspomnę, a później - już na stałe - przez Chrisa Chaneya) i psychodeliczny wokal Perry'ego Farrella.
"Ocean Size" - tu nadal nie pokazują wszystkiego co potrafią. Można powiedzieć że to swego rodzaju pomost między ich mroczną stroną objawiającą się choćby w "Up The Beach", a energicznymi gitarami rodem ze "Standing In The Shower... Thinking" (o którym za chwilę).
"Had A Dad" - jeden z najbardziej typowo rockowych utworów Jane's Addiction. Melodia jest tu dość prosta, na pierwszy plan wysuwa się więc wyrazisty tekst. Zawsze ciekawił mnie jednak refren - spowolniony lekko, wprowadzający iluzję zmiany metrum. Interesujące od strony teoretycznej.
"Ted, Just Admit It..." - arcydzieło. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów grupy, również pierwszy trwający ponad 5 minut. Jego następcami zostaną "Summertime Rolls" z tego samego krążka (utwór nie tak wspaniały, ale budzący jakby pewną nostalgię), a także "Three Days" (jeszcze dłuższe, jeszcze bardziej tkwiące w mroku), "Then She Did..." (ze wspaniałą partią skrzypiec i basu) oraz "Of Course" (utrzymane w klimacie kolorowej psychodelii) z płyty następnej - "Ritual de lo habitual". No i nie można przy "Tedzie..." nie wspomnieć o tym charakterystycznym okrzyku "Sex is violent!" który prowokuje gitary do nagłego rozpędu.
"Standing In The Shower... Thinking" - jeden z żywszych utworów, kiedyś uznawałem go też za jeden ze słabszych. Z perspektywy czasu dostrzegam jednak, że (choć nadal nie należy do moich ulubionych) jest wyjątkowo zmyślnie skonstruowany. Znowu - smaczek dla teoretyków muzyki rockowej (których naprawdę na świecie nie brak).
"Summertime Rolls" - jak "Standing In The Shower..." przyspieszało tempo albumu, tak "Summertime Rolls" je zwalnia. Jak pisałem wyżej - utwór już nie tak doskonały jak "Ted, Just Admit It...", ale na tyle emocjonalny (w porównaniu do reszty piosenek JA) i spokojny, że wzbudza w człowieku uczucia odmienne niż inne utwory z tej płyty.
"Mountain Song" - najcięższy bodaj utwór na płycie. Dorównuje mu tylko "Pigs In Zen", znajdujące się jednak tylko na rozszerzonej, cyfrowej wersji albumu.
"Idiots Rule" - pierwszy utwór JA z udziałem Flea - basisty RHCP. Tutaj akurat artysta udzielał się jako trębacz. Jest energicznie, na swój sposób żartobliwie. Trochę jak w "Standing In The Shower... Thinking". Kolejny utwór z ostrym, wyrazistym tekstem o zabarwieniu anarchistycznym.
"Jane Says" - w całej swej (pozornej przynajmniej) prostocie jest to chyba najłatwiejsza piosenka na płycie. Nie dziwi więc fakt, że - jeśli kierować się liczbą wyświetleń na portalu YouTube - jest to najpopularniejsza piosenka Jane's Addiction. Poprzez tekst jest to też jakby utwór programowy.
"Thank You Boys" - po "Ted, Just Admit It..." oraz "Summertime Rolls" mój bezsprzecznie ulubiony utwór na płycie. Oczywiście z powodu swojej inności.
"Pigs In Zen" - ciężko, ostro, gitarowo. Niedaleko stąd do Metalliki. Choć koneserem hardrockowych gitar nie jestem, docenić muszę świetną solówkę Dave'a Navarro.
Kalifornijczycy wydali później jeszcze trzy albumy studyjne. Trzeci w ich dorobku, czyli "Strays", nie jest szczególnie warty uwagi, zaś do dwóch pozostałych - "Ritual de lo habitual" oraz "The Great Escape Artist" zapewne jeszcze powrócimy.
Niech dzisiejszy post będzie zapowiedzią tego, co dziać się tu będzie pojutrze (i do końca tego tygodnia). Dlatego dziś muzycznych opowieści nie będzie, wprowadzę Was tylko w moje plany na przyszły tydzień:
jutro krótka historia regresu Coldplaya i nadziei na lepsze jutro
pojutrze specjalna recenzja
w piątek na moment powrót do Massive Attacku
w sobotę lecimy z Jackiem Whitem z okazji zbliżających się koncertów w Krakowie
To z pewnością nie jest jedna z najpopularniejszych piosenek Red Hotów, ale chyba jedna z najlepszych. Do drugiej części utworu nie jestem szczególnie przekonany (choć niegdyś sprawiała mi wielką przyjemność). Świetna jest za to na pewno część pierwsza - a w niej przecudny riff gitarowy Dave'a Navarro.
No właśnie, skoro przy Davie jesteśmy, to może warto wspomnieć co nieco o połączeniach między trzema fantastycznymi zespołami (należącymi z pewnością do moich ulubionych): RHCP, Jane's Addiction i TV On The Radio. Oprócz wspomnianego Navarro, najważniejsi w całej tej układance byli basiści - Flea (czyli Michael Balzary) oraz Dave Sitek. Najpierw, gdy Jane's Addiction rozpadło się po raz pierwszy, Dave Navarro, ich dotychczasowy gitarzysta, nie miał co ze sobą zrobić. Nagrał więc pierwszą z dwóch solowych płyt i dołączył do Red Hotów. Co prawda grupę tę opuścił na krótko po nagraniu "One Hot Minute", pierwszej i jedynej płyty RHCP z nim w składzie, ale w międzyczasie z popiołów powstało JA - tym razem z Flea (którego macierzystym zespołem byli Red Hoci właśnie) zamiast Erica Avery'ego na basie. Balzary przez moment współpracował więc z Navarro w dwóch zespołach naraz. Na tym jednak nie koniec, bo Flea był zbyt zaabsorbowany grą dla RHCP,by kontynuować współpracę z Jane's Addiction. Zrezygnował z niej więc, a po kolejnych zawieszeniach i odwieszeniach działalności zespołu oraz powrotach i odejściach Erica Avery'ego na jego miejsce wskoczył (jako basista i nowe kreacyjne ogniwo) David Andrew Sitek, znany głównie jako basista i twórca piosenek zespołu TV On The Radio (choć pod szyldem Maximum Balloon nagrał też niezły solowy album).
Tak BTW: dzisiejszy post jest pięćsetnym na tym blogu.