Żadna wybitna muzyka to to nie jest.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soul. Pokaż wszystkie posty
piątek, 10 kwietnia 2015
poniedziałek, 23 marca 2015
Marvin Gaye - Got To Give It Up
Należałoby się chyba wreszcie ustosunkować jakoś do całej tej afery dotyczącej "Blurred Lines".
wtorek, 3 marca 2015
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Rhye - Shed Some Blood
Duet Rhye był tu już niejednokrotnie, ale warto chyba przypomnieć cóż to w ogóle za muzyka. A jest to piękny soul/pop/downtempo, ze wspaniałym wokalem Mike'a Milosha. Skojarzenia z Sade jak najbardziej uzasadnione. Czemu zaś o Rhye przypominam? Nawet nie wiem. Ale każda okazja jest dobra by posłuchać ich muzyki, więc powiedzmy, że tym razem słuchamy ich z okazji rocznicy przyjścia na świat Piotra Waglewskiego (znanego raczej pod pseudonimem Emade). Co ma wspólnego Emade z Rhye - nie pytajcie.
Ocena: 9/10
Już jutro: Eels
poniedziałek, 24 listopada 2014
Chet Faker - Talk Is Cheap
Chet Faker? Dla mnie cały czas nowość. Ale ta piosenka z miejsca mnie urzekła, bo łączy w sobie nu-soulową stylistykę duetu Rhye z dość popowym, ale całkiem niezłym wokalem. Chórki też brzmią ciekawie. Przyjemne downtempo, lekko chilloutowe. Nie jest to na pewno nic wybitnego, a jednak odpręża jak mało co. Czekajmy więc na kolejną po "Built On Glass" płytę i muzyczny rozwój artysty - w tych klimatach ma jeszcze szanse na stworzenie czegoś naprawdę godnego uwagi.
Ocena: 7/10
Już jutro: Myslovitz
poniedziałek, 27 października 2014
Recenzja (2): Gnarls Barkley - St. Elsewhere
Dziś obiecywany kilka dni temu kolejna recenzja - tym razem przeczytacie o debiutanckim albumie duetu Gnarls Barkley. "St. Elsewhere" (bo tak się to wydawnictwo nazywa) ukazało się w roku 2006. Produkcja jest dziełem połówki duetu, Danger Mouse'a. Album wykorzystuje sporą ilość sampli - czerpie garściami z muzyki włoskiej, ale można też na nim znaleźć bardzo charakterystyczny motyw z "Mono Ski" Keitha Mansfielda. Zaczynamy jednak nie od niego, a od...
- "Go-Go Gadget Gospel" - ...najbardziej energicznego utworu na płycie. Należy on też chyba do najlepszych - razem z "Crazy", "Just A Thought" oraz "The Last Time". Ale nie uprzedzajmy faktów. Cóż można zapamiętać z "GGGG"? Na pewno mocną perkusję, takież chórki i ciekawą melodyjkę w tle (określenie mało profesjonalne, ale nijak nie mogę rozwikłać zagadki cóż to za instrument).
- "Crazy" - najbardziej znany utwór autorstwa GB. Niejednokrotnie można go było usłyszeć w różnorakich stacjach radiowych, zebrał też sporo nominacji do różnych nagród muzycznych. Tu z kolei popalić daje CeeLo Green, który wokalnie czyni cuda. A przynajmniej tak to brzmi, bo piosenka w gruncie rzeczy do szczególnie trudnych nie należy.
- "St. Elsewhere" - piosenka tytułowa, dość dla albumu charakterystyczna. Jako że należy ona do tych lepszych, rozwodzić można by się nad nią długo. W skrócie: interesujący eklektyzm stylistyczny, po raz kolejny świetny wokal (ale do tego musimy się przyzwyczaić, ponieważ nie jest to rzecz dla CeeLo niezwykła) i ciekawe instrumentacje.
- "Gone Daddy Gone" - kolejny znany utwór. Cover piosenki zespołu Violent Femmes (ktoś ich jeszcze pamięta? To był naprawdę fajny zespół). Nic szczególnego, ale tylko w kontekście naprawdę fantastycznej płyty.
- "Smiley Faces" - jedna z moich ulubionych piosenek z tego albumu - chyba za sprawą tych chórków i sekcji rytmicznej, która spisuje się tu naprawdę wyjątkowo dobrze. Jest nastrojowo.
- "The Boogie Monster" - to jest, przyznam, raczej zaskakujące. Stylistyka zmienia się dość gwałtownie - wydawało się, że pozostaniemy przy soulu z naleciałościami alternatywnymi, a tu naraz przechodzimy w alternatywę z naleciałościami soulowymi. Zmiana ta chyba utworowi nie służy - niby jest niezły, lecz na tle innych piosenek wypada bladawo.
- "Feng Shui" - po raz wtóry zmiana stylistyki. Tym razem na coś na kształt hip hopu. Może ten gatunek leży GB bardziej niż alternatywa, może zaletą utworu jest jego długość (czyli mizerne półtorej minuty) - w każdym razie ten eksperyment udaje się znacznie lepiej niż "The Boogie Monster".
- "Just A Thought" - znów przeskakujemy w inne rejony muzyczne. Skok ten wychodzi panom z GB jeszcze lepiej niż poprzedni - trafiają na obrzeża popu, alternatywy i soulu. Mamy tu więc chwilę gatunkowego wyciszenia - ale jest to jedynie cisza przed burzą, bo zaraz nadejdzie...
- "Transformer" - ...utwór przede wszystkim dziwny. Instrumentalnie niczego nadzwyczajnego sobą nie prezentuje (acz elektronika złożona tu została całkiem solidnie), za to ciekawostką są wokale. Im też proponuję się przysłuchać.
- "Who Cares?" - trochę jak "The Boogie Monster", ale bardziej popowo. Piosenka ładna, tyle że niestety nic poza tym. No i mamy tu wspomniany na początku sampel z Keitha Mansfielda.
- "Online" - olejcie wszystko, słuchajcie wspaniale brzmiącego głosu CeeLo Greena. Mógłby właściwie nagrać całą płytę złożoną wyłącznie z tych niskich śpiewanych tonów oraz gwizdków słyszalnych w tle tego utworu i założę się, że słuchałbym tego na okrągło.
- "Necromancer" - po raz kolejny zwrot w stronę hip hopu i alternatywy. Drugi (po "Who Cares?") i ostatni utwór, którego na płycie mogłoby ewentualnie nie być.
- "Storm Coming" - gitara w tle, niezwykła energia bijąca z odmienianego dziś już przez wszystkie przypadki wokalu CeeLo Greena i bujna perkusja - to wszystko składa się na utwór naprawdę godny zapamiętania. No i ta spowolniona jakby część, po której następuje względne uspokojenie - palce lizać. Fajnie by to brzmiało jako czołówka do filmu o przygodach Jamesa Bonda.
- "The Last Time" - utwór najbardziej poprockowy, z czego poniekąd wynika jego główna zaleta, czyli przystępność. Rzecz naprawdę udana. Ładny sposób na zamknięcie doskonałej płyty.
Ocena: 8/10
Już jutro: Voo Voo
wtorek, 21 października 2014
Rhye - Open (SOHN remix)
Muzyka duetu Rhye pojawiała się tu już niejednokrotnie, ale było to za "niepiśmiennych" czasów bloga. Przypomnijmy sobie zatem o co tu w ogóle chodzi.
Rhye to duet soulpopowy składający się z Duńczyka Robina Hannibala oraz Kanadyjczyka Mike'a Milosha (który sam w sobie jest postacią arcyciekawą i którego solowym dokonaniom kiedyś może również się przyjrzymy). Jego najbardziej charakterystyczne cechy to delikatny, prawie kobiecy głos Milosha, subtelne instrumentacje, a także romantyczny, marzycielski nastrój. Jest to więc muzyka baaardzo przyjemna. Do kategorii "wybitna" jednak trochę jej brakuje, aczkolwiek nic właściwie zarzucić jej nie można. No, może poza pojawiającą się od czasu do czasu lekką szablonowością (dotyczącą w szczególności tekstów).
Panowie z Rhye wydali niestety tylko jedną płytę. Nosi ona tytuł "Woman" i cieszy nasze uszy od roku 2013. "Open" jest utworem (nomen omen) ją otwierającym. I za ten właśnie utwór zabrał się specjalista od elektroniki (łagodnej i nie tylko) - SOHN. Pan SOHN też wydał do tej pory jeden tylko album - "Tremors", z tym że nastąpiło to rok po wydaniu "Woman". Oprócz tego sporadycznie zajmuje się też remiksami. Oprócz Rhye zaszczytu bycia zremiksowanym przez SOHNA dostąpiła także m.in. Lana Del Rey.
A teraz skończcie czytać niepotrzebne wprowadzenie i zabierzcie się do słuchania muzyki.
Ocena: 7/10
Już jutro: Manu Chao
czwartek, 9 października 2014
Nina Simone - Take Care Of Business
"Take Care Of Business" to utwór zmarłej przed ponad jedenastoma laty piosenkarki jazzowej i soulowej - Niny Simone - pochodzący z jej klasycznego albumu "I Put A Spell On You". Utwór dwunasty - ostatni na płycie, przez co zapada w pamięć. Do tego stopnia, że chodzi on za mną od mniej więcej dwóch tygodni. Ale nie narzekam, lepsza Nina Simone niż czołówka do "Kaczych opowieści" (posłuchajcie - gwarantuję, że nie wyrzucicie tego z głowy przez najbliższych kilka lat).
Cała ta płyta właściwie zmieniła obraz muzyki popularnej. Nie była to oczywiście zmiana nagła, raczej stopniowa popularyzacja nieznanych dotąd przeciętnemu zachodniemu słuchaczowi motywów. Weźmy na przykład pieśń pod tytułem "Ne me quitte pas". Zachód poznał ją szerzej dzięki Ninie Simone właśnie - była ona jednym z pierwszych wykonawców tej piosenki w ogóle (po m.in. Marlenie Dietrich) i jednocześnie pierwszym wykonawcą amerykańskim - choć przecież utwór ten oryginalnie wykonywał (i napisał) belgijski bard Jacques Brel. To samo z piosenką tytułową - "I Put A Spell On You". Ona została z kolei powołana do życia za sprawą Screamin' Jaya Hawkinsa (którego muzykę również polecam). Później stała się na tyle słynna, że posłużyła nawet za tytuł autobiografii wokalistki. "Feeling Good" to z kolei broadwayowska piosenka, która za sprawą Niny Simone stała się standardem. Wykonywana ona była później przez wielu artystów; wymieńmy chociaż tych naszych, HTRowych: Eels, Muse, również RZA wykorzystał później fragment tej piosenki w wykonaniu Fredy Payne w utworze otwierającym jego płytę "Birth Of A Prince" - "Bob 'n I". Poza tym Michel Bublé, George Michael, Pussycat Dolls i wielu innych, niekoniecznie godnych zapamiętania (jak w tym ostatnim wypadku).
Już jutro: Leonard Cohen
poniedziałek, 30 czerwca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
środa, 30 kwietnia 2014
wtorek, 8 kwietnia 2014
niedziela, 2 marca 2014
wtorek, 18 lutego 2014
piątek, 22 listopada 2013
wtorek, 19 listopada 2013
czwartek, 24 października 2013
czwartek, 17 października 2013
sobota, 7 września 2013
poniedziałek, 22 lipca 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)