czwartek, 4 września 2014

TV On The Radio - Happy Idiot


Są tu jacyś fani TVOTR? Jeśli tak, to może Was zainteresować wiadomość o wydaniu nowego singla tej grupy. "Happy Idiot" (bo tak nazywa się ten utwór) promuje album "Seeds" mający się ukazać 18 listopada 2014 roku (można już zamawiać go w pre-orderze w sklepie iTunes). I cóż można o tym singlu powiedzieć... Obawiam się, że jeśli chodzi o TV On The Radio, to z powodu mojej wyjątkowej nieobiektywności w stosunku do nich jestem beznadziejnym krytykiem. Z początku jednak (o dziwo) utwór ten kompletnie nie przypadł mi do gustu. Uznałem to za coś może niekoniecznie nawet wtórnego, lecz nieszczególnie kreatywnego. Posłuchałem drugi raz - meh, nadal nic. Trzeci - o, to ma nawet jakiś tekst. Czwarty - i to nawet całkiem fajny tekst. Piętnasty - ok, kocham tę piosenkę. I tak dalej. Słucham tego już po raz nie wiem który i oderwać się nie mogę.
Ten tekst, o którym wspominałem, jest chyba największą zaletą utworu. Nawiązuje on do tych pięknych czasów, w których TVOTR nagrywali zawartą na EPce pt. "Young Liars" piosenkę "Blind" - chyba najlepszą w historii grupy (chwyta ze serce, oczy oraz uszy i nie puszcza aż do końca płyty, gdy nastrój łagodzi nieco cover piosenki zespołu Pixies - "Mr Grieves". W każdym razie nie polecam słuchać "Blind" jako osobny utwór, bo gdy po utworze następuje cisza, można się zagubić i nie odnaleźć). Muzyka z kolei jest kontynuacją tego, co zostało zaczęte przez nieumieszczony na trackliście "Seeds" drugi utwór nagrany po śmierci Gerarda Smitha (i jednocześnie drugi po ostatniej płycie - "Nine Types Of Light"), "Mercy". Nazwałbym to nostalgicznym art rockiem. Słychać tu produkcję Davida Sitka, ale jednocześnie jestem prawie pewien, że piosenkę tę napisał nie on, a Tunde Adebimpe.

Podrzucę jeszcze urzekający w dziwny sposób fragment notki z "Entertainment Weekly", dotyczącej tego singla właśnie:
"The latest single from their upcoming album Seeds is as lyrically direct as it is musically, with frontman Tunde Adebimpe musing on non-thinking as a strategy for coping with emotional pain (...)"

Tak bardzo chciałbym coś jeszcze na ten temat napisać, ale emocje ponoszą i nie da się już nawet porządnie tego pochwalić. Posłuchajcie sobie, miło by było, gdybyście chociaż dali znać co o tym utworze sądzicie. Nieznajomych zapraszam do komentarzy, a znajomych na facebookowy priv.

Już jutro: James Blake

środa, 3 września 2014

Lou Reed - Walk On The Wild Side



Miejsce na blogu znowu znalazła sobie klasyka muzyki rozrywkowej - tym razem fantastyczny Lou Reed ze swoją piosenką "Walk On The Wild Side". Cóż można o tym powiedzieć - znakomity wokal, charakterystyczne chórki, bardzo chwytliwa melodia, słowem - piosenka do zapamiętania na długie lata i powracania do niej. Tym bardziej, że Reed niestety nic już więcej nie nagra.

Już jutro: TV On The Radio

wtorek, 2 września 2014

Noir Désir - Le vent nous portera


Dzisiaj taka ładna piosenka. Po raz kolejny mamy zresztą do czynienia z przyjemnym dla oka teledyskiem. Ten nie jest może wybitny, ale wzbudza pewien niepokój. Ciężko nie utożsamiać się z tymi bohaterami.

Obawiam się, że co bardziej systematyczni czytelnicy HTR (o ile tacy istnieją) mogą być nieco rozczarowani redukcją komentarzy do piosenek. Wybaczcie, ruszyła szkoła, trzeba znaleźć sobie życie, które zgubiło się podczas wakacji.

Już jutro: Lou Reed

poniedziałek, 1 września 2014

Gorillaz - Kids With Guns


O, Goryli dawno tu było. Oto jeden z ich lepszych i bardziej rozpoznawalnych utworów. Z ciekawostek dodać można, że w tle pojawia się tu goszcząca niedawno na moim blogu Neneh Cherry. Tak, to ten charakterystyczny wokal pod koniec utworu.

Już jutro: Noir Désir

niedziela, 31 sierpnia 2014

Shugo Tokumaru - Katachi


Uwaga, dziś mamy do czynienia z japońską muzyką. Na szczęście nie jest to j-pop, tylko Shugo Tokumaru, grający alternatywną muzykę lekko zalatującą psychodelią. Przejawia się to głównie w jego zamiłowaniu do dysonansów. Jakimś cudem dysonanse tworzone przez tego japońskiego artystę brzmią jakby piękniej od innych. Nie mam zielonego pojęcia czemu tak jest, ale stawia go to na pozycji bodaj najciekawszego artysty odkrytego przeze mnie przynajmniej od początku tego roku.
Piosenka jest więc bardzo ładna, a co z teledyskiem? Cóż, jest on lepszy od piosenki. I normalnie byłbym z tego raczej niezadowolony - dobry wideoklip nie powinien przebijać muzyki jakościowo, by nie odciągać od niej uwagi i nie stawiać się na pierwszym miejscu. Doskonałym przykładem jak powinien wyglądać teledysk jest nasz wczorajszy gość, teledysk do "Bad Kingdom" Moderatu, w którym video łączy się z audio tworząc nową, ciekawą formę, wzmacniając przekaz utworu i nie koncentrując się ani na elemencie dźwiękowym, ani wizualnym. Nie da się ukryć, że teledysk do "Katachi" nieco odciąga od muzyki - sam mogłem się na niej skupić się dopiero przy drugim lub trzecim obejrzeniu go. To jest problem tego filmu - choć to on powinien wzmacniać wrażenia dźwiękowe, tutaj to muzyka wzmacnia wrażenia wizualne. Teledysk ten jest jednak po prostu wybitny, przez co wydaje mi się, że na dysproporcję jakościową można przymknąć oko. A kto stworzył ten majstersztyk animacji poklatkowej? Polski duet animatorów Kijek/Adamski - moi sąsiedzi z Blogspota ;-) . Zebrali za niego zresztą pokaźny worek nagród - i w ojczyźnie, i na obczyźnie. Prosimy o więcej.

Już jutro: Gorillaz

sobota, 30 sierpnia 2014

Moderat - Bad Kingdom


"Bad Kingdom" już się tu pojawiło, ale było to zanim codziennie pod piosenką dorzucałem coś od siebie. Uznałem więc, że utwór ten przypomnę i zwrócę Waszą uwagę na teledysk. Świetnie narysowana opowieść o, jak możemy przeczytać w opisie filmu, zepsuciu i chciwości. Ładnie komponuje się to z muzyką.

Już jutro: Shugo Tokumaru

piątek, 29 sierpnia 2014

Clark - Growls Garden


Proszę, nie zabijcie mnie za te ciągłe wstawki na temat radiowej Trójki... Bo dziś kolejna piosenka tam właśnie przeze mnie zasłyszana. Clarka znałem wcześniej, acz pobieżnie. Kilka dni temu jednak usłyszałem w Programie Alternatywnym tę właśnie piosenkę i postanowiłem się muzyką tą zainteresować (czego ostatecznie nie zrobiłem, ale na pewno zrobię). Przypuszczam, że Wy też powinniście, bo brzmi to naprawdę całkiem ciekawie. Jak rock, w którym wszystkie gitary zamienione zostały na ciężką elektronikę. Powstało więc coś dość ostrego, ale chyba niezbyt trudnego do słuchania. Enjoy.

Już jutro: Moderat

czwartek, 28 sierpnia 2014

Caribou - Can't Do Without You


Przed naszymi oczyma ukazuje się nowy singiel Caribou... I muszę przyznać, że oczekiwałem po nim czegoś innego. Nie ma tu tego, co zawsze muzyce Caribou lubiłem, czyli tych mrocznych brzmień zawartych na płycie "Swim" m.in. w "Bowls". Obawiam się jednak, że tę mroczną rytmikę Dan Snaith, który ukrywa się pod trzema pseudonimami - Manitoba (do 2003 roku), Caribou oraz Daphni, przeniósł na płytę "Jiaolong" - wydaną jako Daphni właśnie. To możemy usłyszeć na przykład w utworze "Ye Ye".
Nie znaczy to jednak, że jestem rozczarowany. Spodziewałem się czegoś innego, ale ta piosenka, jak i słyszany przeze mnie w radiu tytułowy utwór z nowej płyty - "Our Love" - pozytywnie mnie zaskoczyły. Plusem jest przeniesienie ciężaru na wokal, rozjaśnienie muzyki też ma swoje dobre strony. Pozostaje czekać do października na wydanie płyty (co prawda wyciekła już ona do internetu, ale podobno w koszmarnej jakości, więc nie zamierzam psuć sobie przyjemności z pierwszego odsłuchu. Wam również nie polecam).
Muszę jednak znów wspomnieć o powiązaniach z Programem Trzecim Polskiego Radia - Caribou co prawda usłyszałem po raz pierwszy w soundtracku do FIFY 11, ale muzyką tą zacząłem się interesować odkąd pochwalił ją Grzegorz Hoffman w audycji GH+. A o nowej płycie dowiedziałem się z audycji PS autorstwa Agnieszki Szydłowskiej.
Morał: słuchajcie radia.

Już jutro: Clark

środa, 27 sierpnia 2014

Portishead - Wandering Star


Dziś Portishead - kolejny po Massive Attacku fantastyczny triphopowy zespół z Bristolu. A zatem dalej pogrążamy się we wszechogarniającym muzycznym mroku - tym razem dzięki radiowej Trójce i "Ciemnej stronie mocy" (polecam niemogącym spać między 2 a 4 w nocy ze środy na czwartek). Jutro za sprawą Caribou znów podążymy trójkowym tropem.

Już jutro: Caribou

wtorek, 26 sierpnia 2014

Pearl Jam - Jeremy


Dziś miała pojawić się tu grupa Portishead, ale kilka godzin temu po raz pierwszy w pełni świadomie usłyszałem piosenkę "Jeremy". "W pełni świadomie", bo dotychczas gdy słuchałem płyty "Ten" Pearl Jamu nigdy nie przysłuchiwałem się temu utworowi. Pierwszy raz chyba doświadczam sytuacji, w której emocje wywołane przez dany kawałek targają mną tak mocno, że ciężko jest mi coś o nim napisać.
Eddie Vedder, wokalista grupy i autor tekstu do piosenki w jednym z wywiadów stwierdził, że "Jeremy" łączy w sobie dwie historie. Pierwsza to historia tytułowego Jeremy'ego Wade'a Delle'a, który w wieku piętnastu lat zastrzelił się na oczach całej swojej klasy w szkole, na lekcji angielskiego. Według znajomych był cichym chłopcem. Przyjacielskim, ale smutnym. Pisywał na lekcjach liściki z przyjaciółką (?), Lisą Moore. Na końcu każdego pisał zawsze "Odpisz". Dzień przed samobójstwem (czyli - parafrazując Monty Pythona - introwertyczną formą morderstwa) Lisa zamiast "Odpisz" zobaczyła na kartce słowa "Later days" (co można przetłumaczyć jako "Do zobaczenia" lub, co chyba jest bardziej odpowiednie, "Do niezobaczenia").
Druga historia opiera się na wydarzeniach z młodości samego Veddera. Przyznaje on, że mimo iż przy wykonywaniu tej piosenki myśli o Jeremym Delle'u i o tym, że życie chłopca zostało na łamach gazet zredukowane do jednego akapitu, to jednak wpływ na niego przy pisaniu tego tekstu miała również pamięć o Brianie, znajomym ze szkoły, który (zapewne w konsekwencji wewnętrznej frustracji) pewnego razu otworzył ogień w szkolnej sali oceanografii, a z którym Vedder kilkukrotnie wdawał się w bójki.
To tyle jeśli chodzi o genezę tekstu. Czemu jest dla mnie aż tak wstrząsający? Przypuszczalnie raczej z powodu samego Jeremy'ego oraz mocnych słów: At home drawing pictures of mountain tops/With him on top oraz Daddy didn't give attention/To the fact that Mommy didn't care/King Jeremy the wicked rules his world/Jeremy spoke in class today.

Jeremy spoke in class today.


Już jutro: Portishead

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Darkside - Paper Trails


To może być jeden z najważniejszych albumów ostatnich lat. Popularny w kręgach miłośników muzyki elektronicznej Nicolas Jaar zjednoczył się z nieznanym mi do tej pory multiinstrumentalistą Davem Harringtonem i pod szyldem Darkside stworzył coś, co zbliża się do pojęcia muzycznego arcydzieła. Może dokonam teraz drobnego nadużycia, ale chciałbym zauważyć, że podobną rolę na naszym rodzimym, polskim rynku muzycznym mogła odegrać ostatnia płyta Tomka Makowieckiego - "Moizm". Na tym albumie możemy wyróżnić jeden szczególny utwór - "Dziecko księżyca", nagrane wspólnie z Józefem Skrzekiem z SBB oraz kompozytorem Danielem Bloomem. Dla porównania - poziom "Dziecka księżyca" utrzymuje cała płyta duetu Darkside. Polecam Wam więc przesłuchać "Psychic" w całości - mimo, że jest świetna i dość daleko zagłębia się w muzykę elektroniczną, nie jest trudna i zapewne może spodobać się nawet niektórym wielbicielom popu. Najlepiej byłoby chyba zacząć od utworu goszczącego dziś na blogu - "Paper Trails".

Już jutro: Pearl Jam

niedziela, 24 sierpnia 2014

Neneh Cherry - Across The Water


Powrót Neneh Cherry, moi drodzy. Szwedzka wokalistka i raperka po osiemnastoletniej (!) przerwie nagrała kolejną płytę (nie liczę tych albumów, w których udział brała w ramach grupy cirKus). Mało kto pamięta już pewnie jej triphopowy hit "7 Seconds" nagrany z Youssou N'Dourem bodaj 20 lat temu. A teraz pojawia się "Across The Water", które zapewne nie zostanie aż tak dobrze zapamiętane, choć pod względem muzycznym przewyższa chyba nawet wspomnianą wyżej piosenkę.

Już jutro: Darkside

sobota, 23 sierpnia 2014

Red Hot Chili Peppers - Transcending


To z pewnością nie jest jedna z najpopularniejszych piosenek Red Hotów, ale chyba jedna z najlepszych. Do drugiej części utworu nie jestem szczególnie przekonany (choć niegdyś sprawiała mi wielką przyjemność). Świetna jest za to na pewno część pierwsza - a w niej przecudny riff gitarowy Dave'a Navarro.
No właśnie, skoro przy Davie jesteśmy, to może warto wspomnieć co nieco o połączeniach między trzema fantastycznymi zespołami (należącymi z pewnością do moich ulubionych): RHCP, Jane's Addiction i TV On The Radio. Oprócz wspomnianego Navarro, najważniejsi w całej tej układance byli basiści - Flea (czyli Michael Balzary) oraz Dave Sitek. Najpierw, gdy Jane's Addiction rozpadło się po raz pierwszy, Dave Navarro, ich dotychczasowy gitarzysta, nie miał co ze sobą zrobić. Nagrał więc pierwszą z dwóch solowych płyt i dołączył do Red Hotów. Co prawda grupę tę opuścił na krótko po nagraniu "One Hot Minute", pierwszej i jedynej płyty RHCP z nim w składzie, ale w międzyczasie z popiołów powstało JA - tym razem z Flea (którego macierzystym zespołem byli Red Hoci właśnie) zamiast Erica Avery'ego na basie. Balzary przez moment współpracował więc z Navarro w dwóch zespołach naraz. Na tym jednak nie koniec, bo Flea był zbyt zaabsorbowany grą dla RHCP, by kontynuować współpracę z Jane's Addiction. Zrezygnował z niej więc, a po kolejnych zawieszeniach i odwieszeniach działalności zespołu oraz powrotach i odejściach Erica Avery'ego na jego miejsce wskoczył (jako basista i nowe kreacyjne ogniwo) David Andrew Sitek, znany głównie jako basista i twórca piosenek zespołu TV On The Radio (choć pod szyldem Maximum Balloon nagrał też niezły solowy album).

Tak BTW: dzisiejszy post jest pięćsetnym na tym blogu.

Już jutro: Neneh Cherry

piątek, 22 sierpnia 2014

Joy Division - She's Lost Control


Tego zespołu nikomu nie trzeba chyba przedstawiać. Joy Division - stali się legendą, choć wydali tylko dwie płyty.
Posłuchajcie sobie po prostu. Tego nie ma co opisywać.

Już jutro: Red Hot Chili Peppers

czwartek, 21 sierpnia 2014

Mos Def - Sunshine


Mos Def jest wszędzie.

Oprócz swoich świetnych solowych nagrań (produkowanych m.in. przez Kanye Westa - tak jak to) i goszczenia u innych artystów (mowa tu np. o Gorillaz oraz Massive Attacku - piosenka z jego udziałem znalazła się przecież zresztą w moim przedwczorajszym zestawieniu najważniejszych nurtów w twórczości tej grupy) pojawia się również na ekranie: grał w jednym z odcinków "Doktora Housa" i wykreował prześmieszną rolę Forda Prefecta w ekranizacji "Autostopem przez galaktykę" pióra Douglasa Adamsa.

I niech sobie ten Mos Def będzie wszędzie, bo robi to co lubi i doskonale mu to wychodzi.

Już jutro: Joy Division

środa, 20 sierpnia 2014

Stereophonics - Superman


Dziś krótko, bo wczoraj się aż za bardzo rozpisałem.

Stereophonics to zespół, którym zainteresowałem się dość niedawno, dzięki piosence "Graffiti On A Train" (i, tym samym, radiowej Trójce, która z tej piosenki dość często korzystała). Nigdy się jakoś w tę muzykę szczególnie nie zagłębiałem i chyba nie zamierzam. Ale słuchać jej nadal będę, bo doskonale umila czas.

Już jutro:  Mos Def

wtorek, 19 sierpnia 2014

Post scriptum do dzisiejszej wycieczki po twórczości Massive Attacku

Do tych, którzy jeszcze nie widzieli głównej części dzisiejszego postu:
NAJPIERW PROSZĘ KLIKNĄĆ TU

Chciałbym wyjaśnić Wam genezę całego pomysłu i przybliżyć kulisy powstawania (tylko po to, by trochę się usprawiedliwić). Po prostu przez dwa ostatnie dni nasłuchałem się bardzo tej muzyki i odkryłem w niej kilka nowych smaczków, którymi - jak uznałem - warto się podzielić. Wszystkie utwory na tej liście (oprócz dwóch pierwszych, do których zaraz przejdziemy) reprezentują poszczególne nurty występujące w twórczości bristolskiego duetu/tercetu/kwartetu (zależy który okres bierzemy pod uwagę):

  • "Angel" - elektronika z wokalem, zazwyczaj mocnym i damskim, często stosunkowo ciężka
  • "Atlas Air" - elektronika podchodząca pod dance
  • "I Against I" - hip hop (utwór ten jest także jedynym z listy, który nie został wydany na żadnym longplayu, niech godnie reprezentuje również tę grupę)
  • "Spying Glass" - trip hop połączony z reggae
  • "Antistar" - elektronika inspirowana muzyką arabską
  • "Exchange" - coś u nich nieczęstego, czyli lekka, chilloutowa elektronika.
Nie prezentowałem Wam tylko dwóch nurtów - tego wchodzącego w pop (do niego należą m.in. mój ukochany "Paradise Circus" oraz "Teardrop"), ponieważ o nim pisałem niedawno przy okazji omawiania "Heligolandu", oraz tego klasycznie trip hopowego (który w pełnej okazałości jest ukazany na początku płyty "Blue Lines") - o nim z kolei planuję napisać coś więcej w jednym z następnych postów. Jeśli chodzi o dobór utworów, to oprócz przynależności do nurtu, kierowałem się wyłącznie gustem.
Rozpocząłem jednak dwoma wyjątkowymi utworami, niekoniecznie charakterystycznymi dla jakiegoś osobnego nurtu. I tak, wiem że trochę tu oszukuję - tym bardziej, że utwory te tworzył sam 3D (Robert Del Naja), bez udziału Daddy'ego G (Granta Marshalla, który w 2002 roku opuścił projekt na lat kilka, po czym powrócił, by nagrać z 3D "Heligoland"), Mushrooma (Andrew Vowlesa, który na krótko po wydaniu "Mezzanine" odszedł na stałe z powodu różnic artystycznych) oraz oczywiście Tricky'ego (Adriana Thawsa, który należał do grupy tylko w okresie nagrywania "Blue Lines" oraz "Protection"), za to z udziałem Neila Davidge'a, osoby również bardzo ważnej, wieloletniego producenta Massive Attacku. Nie są to więc ani utwory szczególnie ważne, ani szczególnie reprezentatywne dla twórczości grupy, ani szczególnie nie odróżniające się od innych utworów z pierwszego nurtu (tego od "Angel"). Powód, dla którego je tu umieściłem jest więc prosty: niezmiernie mi się podobają. No i teoretycznie miały wprowadzać w ten "mroczny" klimat, ale to raczej tylko moja wymówka.
Do tych, którzy wysłuchali wszystkich utworów z dzisiejszego posta i dotarli aż tu: gratuluję wytrwałości.

Massive Attack


Wchodzimy w strefę mroku...


...po to, by dotknąć dna. Ale, co zastanawiające, tu jest inaczej. Mimo mroku, nie jest ciemno. Jest tylko mrocznie.


Taka jest cała muzyka Massive Attacku. Mroczna, a jednak świetlista (choć może to tylko światełko w tunelu).


Skoro o świetle mowa - doskonałą metaforą ich twórczości jest tęcza na (świetnej zresztą) okładce ich ostatniego longplaya - "Heligoland". Odcienie szarości perfekcyjnie pokrywają się z odcieniami muzyki na nim zawartej.


Choć zdarza im się też coś takiego jak tu: wejście w "mroczną" rytmikę i odrzucenie "świetlistej" melodyki.


Ale ich muzyka może być też taka jak "Spying Glass" - żywa, wyławiająca trip hop z klasycznego reggae (tworząc przy okazji coś pokrewnego Jah Shace - odsyłam zresztą do jego muzyki).


Przechodzimy powoli do końca wycieczki po twórczości Massive Attacku (roboczo nazwanej przeze mnie strefą mroku). Najpierw odwiedźmy jednak kolejny, chyba najbardziej mroczny jej wymiar - ten łączący elektronikę z dźwiękami jakby bliskowschodnimi. Możemy go usłyszeć m.in. właśnie w "Antistarze" oraz "Inertia Creeps".


Przebijamy się wreszcie do rzeczywistości - lekko monotonnej, nieco chilloutowej. Zdjęcie, które widać na YouTube'owym filmie doskonale to ilustruje. To nieograniczona niczym przestrzeń, przepełniona dziwnym światłem, które prawdopodobnie ledwo się tu pojawiło, przebijając się przez mroczne chmury.

Na tym kończymy, bo to zmierza w złą stronę.

Już jutro: Stereophonics


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Spatial Abuse - Timelapse


Szukając przedwczoraj jakichś informacji na temat techniki Jamesa Blake'a, na jakimś forum napotkałem na taki oto utwór. Wykonawcy oczywiście zupełnie nie znam, może nie jest to nawet żaden profesjonalista. Nie mam pojęcia, ważne że jest ciekawie, energicznie i mrocznie.

Już jutro: Massive Attack

niedziela, 17 sierpnia 2014

The Afghan Whigs - Every Little Thing She Does Is Magic (The Police cover)


Od kilku tygodni jestem nieustannie namawiany do posłuchania The Afghan Whigs. Zespół wcześniej znałem, ale raczej przelotnie - z radia oraz z nazwy - i nie zanosiło się na to, bym chciał go lepiej poznać. Aż do momentu, gdy usłyszałem ich cover "Every Little Thing She Does Is Magic" grupy The Police (którego styl nazwałbym tłocznym minimalizmem). Chyba jednak przesłucham ich dyskografię.

Już jutro: Spatial Abuse

sobota, 16 sierpnia 2014

James Blake - Our Love Comes Back


James Blake pojawiał się tu już niejednokrotnie. Dziś za to po raz pierwszy próbuję o nim coś napisać i nie ukrywam, że nie idzie mi zbyt dobrze. Jest tak zapewne dlatego, że do muzyki tego artysty mam wyjątkowo osobisty stosunek - od około roku towarzyszy mi zawsze w trudniejszych momentach i spisuje się znakomicie (czytaj: dołuje jeszcze bardziej). Elektroniczne podkłady, wyjątkowy wokal i ten mrok... Wszystko to pociąga. Strasznie. Mógłbym oczywiście pisać o technice tworzenia takich utworów, o stylu Blake'a przypominającym spowalnianie podkładów tanecznych i wprowadzanie ich w tonację molową, ale i tak wystarczająco dobrze nie ujmę w słowach specyficznego nastroju, jaki wytwarza ta muzyka. Lepiej posłuchajcie.

Już jutro: The Afghan Whigs

piątek, 15 sierpnia 2014

Leagues - One Hand


Po elektrycznej Tosce przyszedł czas na indie-popowy zespół Leagues. Kolejny, który poznałem dzięki Noisetrade'owi. I znów: nie jest to żadna wybitna muzyka, ale słucha się tego przyjemnie. Wyróżnikiem płyty "You Belong Here", z której pochodzi ten utwór jest to, że każda piosenka z niej brzmi jak singiel. Prawie żadna nie wybija się nad inne, wszystkie trzymają całkiem dobry poziom. No i warto wspomnieć o rewelacyjnym wokalu, bodaj najciekawszym który słyszałem od czasu, gdy poznałem Yeasayera (a było to ponad 3 lata temu). Enjoy.

Już jutro: James Blake

czwartek, 14 sierpnia 2014

Tosca - Crazy Love


Niedawno, przy okazji "Psyche" Massive Attacku wyraziłem nadzieję na powstanie kolejnych płyt przybliżających dobrą muzykę (głównie elektroniczną) szerszej publiczności. Jak widać, życzenia potrafią się spełniać - wczoraj austriacki duet Tosca opublikował pierwszy singiel z nowej płyty. I jest to utwór - jak w przypadku poprzednich dokonań Toski klimatyczny, niepozbawiony ich znaku szczególnego, czyli świdrujących w tle syntezatorów, ale jednocześnie krótki, chwytliwy; radiowy wręcz. Do tej pory utwory Toski pojawiały się w polskich stacjach radiowych głównie u Michała Margańskiego z radiowej Trójki, i to zazwyczaj w nocnej audycji Potrójne Pasmo Przenoszenia (którą bardzo polecam; możną ją usłyszeć kilka minut po północy w nocy z soboty na niedziele). Jest szansa, że utwory z tej płyty pojawią się nawet na polskich listach przebojów. Moim skromnym zdaniem byłby to niewątpliwy sukces.

Już jutro: Leagues

środa, 13 sierpnia 2014

Ray Manzarek - The Wheel Of Fortune (O Fortuna)


Przedstawiam Wam utwór otwierający najlepszą wersję słynnej "Carminy Burany" - rockowo-elektroniczną interpretację autorstwa zmarłego kilka lat temu klawiszowca zespołu The Doors - Raya Manzarka. Niezwykła energia, charakterystyczne dla lat 80. wstawki elektroniczne i przede wszystkim kreatywne instrumentacje - wszystkie te przymioty doskonale współgrają z mocnymi, acz niezmienionymi partiami chóralnymi.

Już jutro: Tosca

wtorek, 12 sierpnia 2014

Voo Voo - Papierosy i gin


Tę piosenkę poznałem dzięki świetnej kompilacji utworów stworzonej z okazji piętnastolecia Paszportów Polityki - nagród przyznawanych przez tygodnik Polityka najciekawszym artystom danego roku. I choć nie wyznaję takiego alkoholowo-tytoniowego stylu życia, to utwór i tak cieszy. Doskonała gitara i charakterystyczny wokal Wojciecha Waglewskiego (notabene prowadzącego też z synem - hiphopowcem Fiszem - audycję muzyczną w mojej ulubionej radiowej Trójce, o której wspominałem wczoraj przy okazji muzyki Organka) sprawiają, że piosenkę tę ciężko wygnać ze swojej głowy.

Już jutro: Ray Manzarek

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Organek - Ta nasza młodość


Ciągle nie mogę się nadziwić temu, że na moim blogu nie pojawiła się jeszcze muzyka Tomka Organka. Jego płytę "Głupi" uważam za jedną z lepszych polskich płyt wydanych w tym roku. Utwory takie jak "Nie lubię",  "Młodzież szuka sensacji" czy "Stay" mają olbrzymi radiowy potencjał (wykorzystywany zresztą przez radiową Trójkę). Warto też wspomnieć o (niestety dostępnym jedynie na YouTubie) fantastycznym coverze piosenki "Creep" (oryginalnie wykonywanej oczywiście przez Radiohead). No i dochodzimy wreszcie do ostatniego dokonania Organka i jego zespołu - coveru "Ta nasza młodość", jednego z hymnów krakowskiej Piwnicy Pod Baranami, pieśni ze słowami Tadeusza Śliwiaka i muzyką Zygmunta Koniecznego, wyśpiewanej przepięknie przez Halinę Wyrodek. Typowe, organkowe, brudne brzmienie gitary w nietuzinkowej reinterpretacji. Zupełnie nowe, doskonałe ujęcie tematu.

Już jutro: Voo Voo

niedziela, 10 sierpnia 2014

Franz Ferdinand - Stand On The Horizon


Oto nowy singiel Franza Ferdinanda. Niestety nie zapowiada on nowego albumu, a przypomina ostatni - "Right Thoughts, Right Words, Right Action". Jedna z bardziej interesujących piosenek z tej płyty, lekko kołysząca, z pewnością ciekawiej skonstruowana niż np. dość znane "Fresh Strawberries". I z tym Was zostawiam, bo płyta ta nie należy do najlepszych płyt FF, więc i zbyt wiele o niej nie napiszę.

Już jutro: Organek

sobota, 9 sierpnia 2014

Arcade Fire - No Cars Go


Przedwczoraj wspominałem o Arcade Fire przy okazji piosenki "Two-Headed Boy". No i wywołałem wilka z lasu - przesłuchałem wczoraj na nowo, po jakichś dwóch latach, ich drugi album - "Neon Bible" - i uderzyła mnie ta piosenka. Nawet bardziej niż moje ulubione, wspaniałe utwory "Windowsill" i "My Body Is A Cage". Przy okazji - ten ostatni został doskonale zreinterpretowany przez Petera Gabriela. Wracając do tematu - "No Cars Go" to piosenka poniekąd zapowiadająca następcę "Neon Bible" - płytę "The Suburbs". I nie chodzi bynajmniej o zapowiedź dosłowną, a o zapowiedź stylistyczną. AF wchodzą tu poniekąd w klimat kolejnej (a odległej przecież o 3 lata!) płyty. Energiczny, ale też nieco przygnębiony (i przygnębiający zarazem). Trochę jak ucieczka przed przykrą rzeczywistością.

Już jutro: Franz Ferdinand

piątek, 8 sierpnia 2014

David Bowie - Space Oddity


Jedna z najsmutniejszych piosenek Bowiego. Dorównuje jej chyba tylko "Where Are We Now?" z najnowszej płyty - "The Next Day". Ciężko jest mi wysłowić się mając przed sobą tak wspaniały dźwiękowy obraz przedstawiający bezkresny smutek wobec nieskończonego piękna, będącego jednocześnie (a może przede wszystkim) pustką. Bo piękno zazwyczaj jest pustką.

Już jutro: Arcade Fire

czwartek, 7 sierpnia 2014

Neutral Milk Hotel - Two-Headed Boy


O tej piosence wiele nie napiszę, bo muzyka tego zespołu dopiero niedawno została mi podrzucona. Powiem tylko, że może spodobać się to wielbicielom zespołów takich jak Fleet Foxes i Arcade Fire.

Już jutro: David Bowie

środa, 6 sierpnia 2014

Steve Reich - Music For Pieces Of Wood


Ach, minimalizm, moja miłość... Jeden z najważniejszych nurtów współczesnej muzyki poważnej, rozwijany głównie przez Phillipa Glassa oraz Steve'a Reicha właśnie. Moim osobistym faworytem jest jednak Michael Nyman (który również już się tu pojawiał) - autor m.in. wielu ścieżek dźwiękowych - w tym tej do ulubionego przeze mnie filmu Petera Greenawaya "Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek".
Wróćmy jednak do Steve'a Reicha. Nie będę udawał, że jest to muzyka łatwa. Nie jest, trzeba się na tym naprawdę skupić. Dotyczy to zresztą zarówno słuchaczy, jak i wykonawców (co doskonale widać na załączonym nagraniu).
Do tych, którzy obawiają się, że ich ucho nie jest wyrobione: nie przestraszcie się tego utworu. Spróbujcie posłuchać przynajmniej pierwszych dwóch minut (czyli swego rodzaju wstępu) i zobaczcie, czy jesteście gotowi na prawdziwą akcję. Jeśli nie, polecam posłuchać najpierw wspomnianego już Michaela Nymana i jego "Memorialu" (utworu otwierającego wymieniony wyżej soundtrack) lub dowolnej (najlepiej trzeciej) części "Electric Counterpoint" Steve'a Reicha. Jest to coś znacznie łagodniejszego - w wypadku "Electric Counterpoint" nastrojem lekko zbliżonego do pierwszej części "Tubular Bells" Mike'a Oldfielda. Coś, na czym można nauczyć się słuchać takiej muzyki. W moim wypadku zadziałało.

Już jutro: Neutral Milk Hotel

wtorek, 5 sierpnia 2014

Massive Attack feat. Martina Topley-Bird - Psyche


Mam nieodparte wrażenie, że płyta "Heligoland" (z której pochodzi ten utwór) odgrywa w dorobku Massive Attack rolę podobną do "Random Access Memories" w dorobku Daft Punku. Czemu? Jest łatwiejsza (żeby nie powiedzieć "popowa"), bardziej melodyjna, większy nacisk kładzie się na wokale. Daje nam to utwory takie jak "Psyche" lub "Get Lucky" - piosenki które na dłużej zapadają w pamięć szerszej grupie słuchaczy i zachęcają do zapoznania się z pełną twórczością grupy. Jeszcze sporo przed wyjściem "Get Lucky" i tak znałem na pamięć całą dyskografię Daft Punku, ale już na przykład Massive Attackiem zainteresowałem się właśnie dzięki "Psyche". No cóż, więcej takich płyt od innych wykonawców poproszę.

Już jutro: Steve Reich

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Fink - Pilgrim


Oto zdecydowanie najpiękniejsza piosenka z nowej, świetnej płyty Finka. Wykonawcę tego odkryłem zresztą stosunkowo niedawno, właśnie za sprawą tej piosenki, i od razu zachwycił mnie jego głos. Jest w nim jakaś ostra nuta, coś przeszywającego na wskroś i sprawiającego, że po tej muzyce musisz zbierać się z podłogi. Do tego fantastyczne, minimalistyczne wręcz, głównie gitarowe kompozycje.
Warto też zauważyć, że album ten jest świetnie wyprodukowany. Często w ogóle nie docenia się produkcji i skupia się jedynie na samych wykonawcach. Jest to jeden z częściej popełnianych przy ocenie płyt błędów. Ten album wyprodukowany został przez Billy'ego Busha, który dotychczas współpracował m.in. z zespołami Snow Patrol, MuseFoster The People oraz (przede wszystkim) Garbage (z Shirley Manson, wokalistką tego zespołu, wziął zresztą niedawno ślub). Wydawcą najnowszej płyty Finka jest z kolei znana wytwórnia Ninja Tune - ta sama, która wydaje nagrania polskiego duetu nujazzowego Skalpel. Świat jest mały.

Już jutro: Massive Attack

niedziela, 3 sierpnia 2014

Skubas - Nie mam dla ciebie miłości


Ech, miało w najbliższym czasie Skubasa nie być, ale piosenka ta prześladuje mnie nieubłaganie. Warto więc przy okazji zaznaczyć, że utwór ten ma fantastyczny tekst. Warstwa muzyczna, choć dość prosta (opierająca się głównie na gitarze), również trzyma poziom. I to chyba wszystko co mogę powiedzieć o tym utworze bez wchodzenia ani w moje odczucia do niego, ani w analizę muzyczną. O samym Skubasie też mogę powiedzieć niewiele - dotychczas znany był głównie ze współpracy ze Smolikiem, dopiero w 2012 roku na poważnie rozpoczął karierę solową wydając płytę "Wilczełyko". Skubas był również jednym z większym nazwisk tegorocznego Męskiego Grania. Aż żałuję że się nie wybrałem.

Już jutro: Fink

sobota, 2 sierpnia 2014

The Brandt Brauer Frick Ensemble feat. Emika - Pretend


Oto zdecydowanie najwyższa półka muzyczna. Brandt Brauer Frick Ensemble, zespół balansujący na granicy muzyki poważnej (minimalizm) i rozrywkowej (techno). Niestety są dość mało popularni w Polsce, choć to bodaj najlepszy zespół niemiecki zaraz po Kraftwerku (zapomnijcie o Rammsteinie).
Akurat ta konkretna piosenka nie wykorzystuje zbytnio dobrodziejstw muzyki techno, jest tu więcej smyków, mniej elektroniki. No i ciekawy, minimalistyczny wokal Emiki - brytyjskiej artystki elektronicznej czeskiego pochodzenia. Na dodatek świetny, mocny, turpistyczny wręcz teledysk. Całość doskonała do rozmyślań nad kondycją ludzkości. Enjoy.

Już jutro: Skubas

piątek, 1 sierpnia 2014

Fleet Foxes - Mykonos


I znów goszczę u siebie Fleet Foxes. Tym razem w trochę bardziej popowym wydaniu, znacznie mniej alternatywnie. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z utworem znacznie gorszym niż "The Shrine/An Argument". Mimo, że tej piosence ciężko jest dorównać, "Mykonos" radzi sobie całkiem nieźle. Aż muszę posłuchać tej płyty FF. Na razie trzymałem się głównie "Helplessness Blues", trzeba próbować nowych rzeczy.

"Nie mam dla ciebie miłości" Skubasa już tu niedawno było, więc nie wrzucam tego (na razie) po raz kolejny, ale możecie tego posłuchać i uznać to za utwór bonusowy.

Już jutro: The Brandt Brauer Frick Ensemble

czwartek, 31 lipca 2014

Canon Blue - Chicago


Kilka lat temu zupełnie przypadkiem znalazłem w otchłaniach internetu serwis NoiseTrade. Jest to portal pozwalający na legalne, darmowe (lub za dowolną wybraną przez siebie cenę) ściąganie płyt wielu niezależnych artystów. Chyba najbardziej rozpoznawalni wykonawcy którzy się tam pojawili to Radiohead, Alcoholic Faith Mission oraz Joan As Policewoman. Jest to bardzo obfite źródło ciekawej muzyki, korzystam z niego mniej więcej raz w miesiącu i jestem niezmiernie zadowolony.
Podczas jednego z muzycznych poszukiwań natrafiłem tam na artystę zwanego Canon Blue. Miał on tworzyć muzykę inspirowaną punktualizmem i łączącą w sobie pop oraz alternatywę. Jak wyszło? Cóż... Spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Z trochę wyższej półki. Jednak to co wyszło i tak cieszy. W stopniu umiarkowanym, raczej jako muzyka tła, a nie kąsek dla audiofila, ale słucha się tego przyjemnie i łatwo. Dla początkujących, jako popowy wstęp do muzyki alternatywnej - całkiem niezłe.

Przy okazji warto napomknąć o piosence Toma Waitsa o tożsamym tytule. Zresztą kiedyś pojawiła się już chyba na moim blogu.

Już jutro: Fleet Foxes

środa, 30 lipca 2014

Fleet Foxes - The Shrine/An Argument


Oto wspaniała, piętrowa kompozycja stworzona przez zespół Fleet Foxes. Chyba najdłuższy z ich utworów, okraszony piękną kakofonią pod koniec. Piosenka ta składa się z dwóch części: "The Shrine" oraz "An Argument", z których każdą można właściwie podzielić na dwie kolejne. Inspirujące, intrygujące. Piękne. Można pogrążyć się w świecie marzeń. Do tego samego celu może zresztą służyć cała płyta "Helplessness Blues".

Już jutro: Canon Blue

wtorek, 29 lipca 2014

Jack White - Blunderbuss


Niezmiernie żałuję, że nowa płyta Jacka White'a nie jest tak dobra jak jego solowy debiut - "Blunderbuss", z którego piosenkę tytułową chciałbym Wam dziś zaprezentować. Artysta niestety pokazuje na "Lazaretto" niewiele poza tym, co słyszeliśmy na pierwszym albumie. Nie zrozumcie mnie źle - nie twierdzę bynajmniej, że druga płyta Jacka White'a jest słaba, po prostu oczekiwałem więcej. Może niesłusznie, ale z "Blunderbuss" na kilometr czuć było moc, energię, kreatywność, różnorodność. "Lazaretto" jest bardziej jednorodne, nie ma tu też żadnych wybijających się utworów (no, może poza instrumentalnym "High Ball Stepper"). Całość trzyma jeden, równy, wysoki poziom - tak jak na "Blunderbuss". Różnica polega jednak na tym, że "Lazaretto" utrzymane jest w większości w jednej i tej samej konwencji, podczas gdy wyróżnikiem pierwszej płyty i tym, co najbardziej rozbudzało moje oczekiwania, był fakt, że White skakał tam między gatunkami w sposób nieuchwytny dla przeciętnego słuchacza. Jak (nomen omen) Biały Królik, wprowadzający nas do Krainy Czarów.

Już jutro: Fleet Foxes

poniedziałek, 28 lipca 2014

Eminem - Lose Yourself


Na początku chciałbym ostrzec, że wielbiciele Eminema mogą poczuć się tu srogo dotknięci. W związku z tym odradzam im czytanie tego posta i posłuchanie sobie jakiegoś porządnego hip hopu (może być to).

Oto jedyna bodaj piosenka Eminema którą jestem w stanie zdzierżyć. Czemu jedyna? Bo po prostu go nie lubię. I nie jest to wcale kwestia tego, że nie lubię hip hopu - uwielbiam hip hop. Sęk w tym, że Eminem go nie uprawia - on uprawia gatunek, który można nazywać hip popem. Jest to zazwyczaj rapowany pop z pewnymi elementami hip hopu (np. samplami). W kierunku hip popu swego czasu odwrócił się nawet lubiany przeze mnie Jay-Z, w tym klimacie często siedzi również Snoop Dogg. W samym hip popie również nie ma jednak nic złego - kilka lat temu niezmiernie spodobała mi się taka właśnie popowa piosenka Jaya-Z - "Empire State of Mind" - nagrana z Alicią Keys.
W Eminemie nie podoba mi się jego nastawienie do muzyki oraz to, jak odbierają go fani. Jest uważany za kogoś, kto zmienił podejście do hip hopu na świecie. Błąd - on zmienił podejście do rapu, stworzył swój odrębny styl. Ale rap to nie gatunek. Rapują oczywiście głównie hiphopowcy, ale rapuje też Kazik w swoich typowo rockowych lub altrockowych utworach takich jak "Inwazja waranów" lub "Jeden przykład fortuny z rodzimego kraju", rapuje Plan B na swojej popowo-soulowej płycie "The Defamation of Strickland Banks".
Eminem jest również uważany za kogoś wyjątkowego, bo jako biały "przebił się" w czarnym hiphopowym środowisku. Tylko problem polega na tym, że oprócz rzekomego przebicia się trzeba jeszcze zaprezentować coś szczególnego, nietypowego. Eminem jest do bólu szablonowy - mówię tu i o tekstach, i o warstwie muzycznej. Jego piosenki mogłyby zostać równie dobrze napisane przez Lil Wayne'a lub innego artystę jego pokroju. Jedynym więc na razie wyróżnikiem Eminema jest jego styl rapowania, który też jednak do rewolucyjnych nie należy.
Czemu więc Eminem jest najlepiej sprzedającym się artystą XXI wieku? Dlatego że jest biały. I tak, jest to dość drastyczna diagnoza, ale inaczej nie da się tego wytłumaczyć. Marshall Matters to ktoś, z kim mogą identyfikować się młodzi europejscy lub amerykańscy "rebelianci" (naturalnie niezrozumieni przez otaczającą ich rzeczywistość), którzy oczywiście jak Eminem chcą być bogaci i uwielbiani (patrz teksty na pierwszej, wyjątkowo marnej zresztą, płycie Eminema). Nie mogą jednak identyfikować się z czarnym (choć często znacznie lepszym) raperem, takim jak RZA, bo problemy kogoś takiego jak Eminem są im bliższe od problemów przedstawianych w tekstach czarnoskórych artystów (np. dyskryminacja rasowa, życie zgodne z kodeksem miejskiego samuraja, walki gangów - no, przyznajmy, są to sprawy dość odległe dla nastoletniego krakowianina lub londyńczyka).
Mamy tu więc wzór na doskonale sprzedającego się artystę: hip hop (uwielbiany przez masy) + biały człowiek (bo czarny człowiek jest gorszy od białego - duh!) + legenda o przebijaniu się do muzycznej elity i bogatego świata (choć w rzeczywistości przebijać się wcale za bardzo nie musiał, a "8. mila" jest znacznie podkoloryzowana). Muzyka może być przeciętna, ale ona przecież się nie liczy. Kogo obchodzi wysoki poziom kultury muzycznej?!

Już jutro: Jack White

niedziela, 27 lipca 2014

ABBA - Voulez-Vous


ABBA to zespół niekoniecznie przypisywany do disco. I słusznie, bo większość ich twórczości jest raczej popowa. Ten utwór jednak można spokojnie zaliczyć do muzyki dyskotekowej, pokrewnej choćby Bee Gees. Wyrazisty rytm + energiczne tempo + typowy "abbowy" wokal = piosenka należąca do grupy najbardziej rozpoznawalnych utworów lat 70.
Dziękuję za uwagę, to był tydzień disco. Jutro piosenka artysty, którego nie lubię.

Już jutro: Eminem

sobota, 26 lipca 2014

Boney M - Daddy Cool


Ten utwór po prostu nie mógł się tutaj nie znaleźć. Przecudna partia skrzypiec, charakterystyczny wokal oraz niewiarygodny wręcz taniec Bobby'ego Farrella łączą się w utwór doskonale reprezentujący nurt disco i oddający jego dość (o dziwo) drapieżny charakter. No i (choć tancerz ze mnie żaden) tańczy się do tego świetnie.
Jutro kończymy tydzień disco.

Już jutro: ABBA

piątek, 25 lipca 2014

Bee Gees - Stayin' Alive


Tej piosenki po prostu nie mogło zabraknąć. Uwielbiany przez tłumy (w tym, przyznaję, przeze mnie) hit Bee Gees z końca lat 70. (złotej ery disco) to naturalnie klasyka gatunku. I znowu: energia, radość (aż się dziwię, że lubię tę piosenkę). Nie można też przy okazji nie wspomnieć o licznych odwołaniach do tej piosenki w popkulturze. Moim ulubionym jest chyba to z "Sherlocka" produkowanego przez BBC - "Stayin' Alive" jest tam ulubioną piosenką Jima Moriarty'ego.
Tydzień disco potrwa chyba tylko do końca tego tygodnia. Tak, wiem że trochę oszukuję i idę na łatwiznę, ale bardzo chcę wytłumaczyć Wam dlaczego nie przepadam za Eminemem. Najprawdopodobniej zrobię to w poniedziałek.

Już jutro: Boney M

czwartek, 24 lipca 2014

KC & The Sunshine Band - Get Down Tonight


A, co mi tam. Zaczynamy obiecany wczoraj tydzień muzyki disco. I zaczynamy od klasyki - piosenki która dotarła na pierwsze miejsce listy Billboard Hot 100. Tu proponuję zwrócić uwagę na bardzo charakterystyczne brzmienie gitary, uzyskane poprzez nagranie riffu gitarowego, dwukrotne go przyspieszenie i dołożenie do tego riffu w normalnym tempie. Przyjemna, energiczna piosenka. Enjoy.

Już jutro: Bee Gees

środa, 23 lipca 2014

OMC - How Bizarre


Przenieśmy się do roku 1996... Tego samego, w którym Radiohead zaczęło nagrywać "OK Computer", bodaj najlepszą płytę lat 90., którą zresztą inspirował się później - w 2002 roku - wówczas dwuosobowy, bo składający się wyłącznie z Tundego Adebimpe oraz Dave'a Sitka zespół TV On The Radio, nagrywając swój debiut - "OK Calculator" (niestety, płytę tę, choć doskonałą, bardzo ciężko jest teraz dostać. Jedyny chyba sposób to ściągnięcie z internetu). Otwieramy zatem singiel roku 1996 - "How Bizarre" grupy OMC. No i cóż... Piosenka ta nie dorasta naturalnie do pięt "Paranoid Android" czy też innym utworom z "OK Computer", ale daje sporo radości. Rzadko słucham takiej muzyki, ale ostatnio jakoś mam na nią ochotę. Zastanawiam się nawet nad rozpoczęciem na blogu tygodnia disco. Kto wie, może zacznie się on już jutro od klasycznej piosenki KC & The Sunshine Band?

Już jutro: KC & The Sunshine Band

wtorek, 22 lipca 2014

Mike Oldfield feat. Maggie Reilly - To France


Mamy przed sobą "To France" Mike'a Oldfielda. Piosenka ta znalazła się na płycie "Discovery", która zawiera stosunkowo sporo piosenek pop-rockowych (takich jak "To France" właśnie), co jest skutkiem namów wytwórni Virgin Records po wielkim popowym sukcesie piosenki "Moonlight Shadow" (która z pewnością prędzej czy później również się tu pojawi). Na uwagę zasługuje tu wokalistka - pochodząca ze Szkocji Maggie Reilly, która nagrała z Oldfieldem niejedną piosenkę, lecz w tej (i może jeszcze w "Five Miles Out") wokalnie pokazuje chyba najwięcej. Szczerze powiedziawszy nie interesowałem się nigdy jej solowymi dokonaniami, ale można spokojnie przypuszczać, że praca z Mikiem to jej największe osiągnięcie.
Aha, jeszcze jedno: tagi pozostaną niezmienione (tzn. nadal będą zapisywane po angielsku). Wynika to po prostu z tego, że nie chce mi się ich wszystkich zmieniać. Wiem, leniwy jestem.

Już jutro: OMC

poniedziałek, 21 lipca 2014

Ákos - Újrakezdhetnénk


Przekwalifikowuję się. Na prośby znajomych. Prosicie o więcej tekstu, do tego po polsku - ok, trzeba dostosowywać się do potrzeb rynku.
Dziś zaczynam więc zapisywanie nowej karty na tym blogu. I zaczynam od węgierskiej piosenki. Nie, nie jest to wałkowana na okrągło (acz zdecydowanie wspaniała) "Dziewczyna o perłowych włosach". Jest to odkrycie dokonane przeze mnie podczas wyjazdu na Węgry (nietrudno się chyba było domyślić dokąd). Oto pop-rockowa piosenka wokalisty występującego pod pseudonimem Ákos (za granicą Akosh), lidera jednej ze sławniejszych współczesnych węgierskich grup rockowych - Bonanza Banzai. Utwór ze sporą dozą nieszczególnie poskładanej elektroniki, całkiem ciekawym (choć niezbyt zjawiskowym) wokalem oraz dużą ilością hałasu. A jednak mi się podoba. I to bardzo.

Już jutro: Mike Oldfield

sobota, 12 lipca 2014

Lenny Kravitz - The Chamber


Whoa, after listening to this song, I really, REALLY look forward to release of Lenny's new album, 'Strut'.

Tomorrow: Pink Floyd